CHORZÓW

BEZPŁATNA JEDNODNIÓWKA

03 MAJA 2021

3-MAJA

Szanowni Państwo, z okazji Narodowego Święta Konstytucji 3 Maja zachęcamy do lektury naszego wydawnictwa, w którym reprezentanci środowiska akademickiego, naukowego i oświatowego, zgłębiają wartości czasów minionych, w których kształtowała się wartość podstawowa naszego narodu, jaką jest wspólnota losu. Życzę przyjemnej lektury.

Krystian Kazimierczuk

„Trzeci maja” (1976) Grzegorza Królikiewicza jako przykład publicystyki filmowej

Sam Królikiewicz powiedział kiedyś,

że ożywia przeszłość, by scalić naród,

dać mu zakorzenienie w historii i kulturze.

I to nawet za cenę reinterpretacji, dopisywania znaczeń,

w imię: tak tak!,

sienkiewiczowskiego pokrzepienia serc.1

Publicystyka to wypowiedź na aktualne tematy, która przedstawia wyraźne poglądy i opinie, często o charakterze polemicznym, tendencyjnym lub prowokacyjnym2. Zatem film też może mieć charakter publicystyczny i wydaje się, że najciekawsze i najbardziej zaskakujące są te propozycje, których forma dotyczy pogranicza dokumentu i fabuły. Marek Hendrykowski napisał: „Nie chodzi tu wcale o wyższość jednej metody realizacji nad drugą ani o takie czy inne przymieszki w postaci paradokumentalizmu lub fabularyzacji. Rzecz bynajmniej nie w tym, żeby widzieć fabułę i dokument oddzielnie, lecz w tym, by odkryć i na nowo uruchomić olbrzymi kreacyjny potencjał zawarty w ich biegunowym przeciwieństwie. Kino jako sztuka więdnie za każdym razem, kiedy tylko obie te dziedziny twórczości popadają w odosobnienie i gdy są traktowane jako sfery całkiem niezależne od siebie. Rozkwita zaś, ilekroć domena dokumentu i domena fikcji fabularnej zbliżają się jedna do drugiej, czerpiąc energię z wzajemnego oddziaływania i wymiany twórczych inspiracji. Można wtedy mówić o powtórnym odkrywaniu rzeczywistości przez filmowca i widza”3. Zatem na styku tych dwóch form filmowych mogą powstawać ciekawe propozycje dla widza. Wcześniej takie filmy nie były u nas zbyt popularne, chociażby ze względu na negatywne skojarzenia z okresem PRL-u, filmami-agitkami czy silnie zideologizowaną Polską Kroniką Filmową.

Paradokumentalne widowisko Grzegorza Królikiewicza jest do dziś jedynym przedstawieniem telewizyjnym na temat Konstytucji 3 maja, a zostało przygotowane na 185. rocznicę jej uchwalenia. Pokazuje okoliczności i konsekwencje uchwalenia Konstytucji 3 maja - od czasu rozpoczęcia obrad przez Sejm Czteroletni (1788 – 1792) do momentu przystąpienia króla Stanisława Augusta Poniatowskiego do targowicy (23 lipca 1792). Spektakl zrealizowano w rekordowym czasie trzech tygodni, a telewizyjna prapremiera odbyła się 3 maja 1976 roku. Reżyser zrealizował blisko trzydzieści widowisk telewizyjnych i śmiało można postawić tezę, że ten gatunek Królikiewicz wymyślił na nowo i dziś wcale nie wydaje się on formułą anachroniczną.

1. Historia reżysera - „artysty i bandyty”

Grzegorz Królikiewicz (1939-2017) to przede wszystkim twórca wyjątkowo zanurzony w polskiej historii, a nawet historiozofii. Niemal wszystkie jego utwory odnoszą się do przeszłości, która, odpowiednio przedstawiona, staje się drogowskazem i punktem odniesienia dla współczesnych ludzi w ich wyborach. Jego filmy są dzisiaj nieocenionym śladem czasów w których żył. W Polsce po transformacji twórczość artysty okazała się zbyt trudna, żeby konkurować z komercyjnymi produkcjami: „Autor szeroko komentowanych widowisk telewizyjnych – z legendarną »Konstytucją 3 maja« na czele, wyreżyserowaną w złotym okresie twórczości, w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku – prowokował nie tylko jako reżyser, również jako postać. Królikiewicz budził strach i szyderstwa. Był kontrowersyjny w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Obrażał nie tylko władzę (z którą potem równie chętnie flirtował), ale także niepotrafiących zaakceptować jego stylistyki widzów – Królikiewiczowi, jak się zdaje, nigdy nie zależało na pozyskaniu przychylności tłumów, w pełni wystarczała mu wąska grupa oddanych fanatyków”4. Rzeczywiście, był urodzonym skandalistą, co w gruncie rzeczy pomogło mu zawodowo przetrwać w czasach komunizmu. Był w Polsce Ludowej traktowany jako niegroźny szaleniec, a Krzysztof Mętrak określił Królikiewicza dowcipnie Januszem Korwin-Mikkem filmu polskiego lat 70. Etykieta awangardysty paradoksalnie pomagała mu przetrwać w czasach PRL i kręcić filmy nawet wtedy, gdy innym to prawo odbierano. Władze pogodziły się z istnieniem artysty i pozwalały mu właściwie na wszystko. W podobny sposób obchodzono się wówczas z eksperymentalnymi teatrami Jerzego Grotowskiego i Tadeusza Kantora. W 1996 roku w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówił: „Uchodziłem za szaleńca i wiele osób uważało nawet, że z całą premedytacją daję do zrozumienia, że mam wariackie papiery. Dzięki temu udało mi się w swojej twórczości mówić bezkarnie rzeczy, których artykułować nie pozwalano"5. Wariactwem można też wytłumaczyć to, że Królikiewiczowi pozwolono na widowisko „Konstytucja 3 maja”, bo taki był pierwotny tytuł tego projektu.

Legendę o samym sobie opowiada w udzielonym Andrzejowi Mosiowi wywiadzie do tomu „Debiuty polskiego kina”6. Miał 15 lat, kiedy wraz z kolegami pojechał na biwak. Chłopcy zbudowali sobie szałas tuż obok namiotu innej grupy chłopców, a kiedy sytuacja stała się krytyczna, zrobiło się zimno, padało, to Królikiewicz wymyślił historię o grasującym w okolicy bandycie, Traczyku - uciekinierze z więzienia. Historia wzmocniona naturalnymi efektami leśnymi doprowadziła do tego, że nie tylko ci z namiotu, ale nawet koledzy Królikiewicza uwierzyli w Traczyka. Królikiewicz w wywiadzie mówi: „I nagle zrozumiałem, że to ja jestem bandytą – i reżyserem”7. Ta historia inicjacyjna definiuje jego rolę jako tego, który po pierwsze odkrywa w sobie coś mrocznego, po drugie – drażni lęki i bolące miejsca w innym, a po trzecie doprowadza do sytuacji, w której ten inny zaczyna mu na tyle wierzyć, że sam współtworzy narrację8. Dlatego reżyser jest bezlitosny dla widzów, bywa, że dla bohaterów, czasem dla aktorów/postaci, kiedy stają się elementami jego konstrukcji. I jeszcze jedna ocena reżysera: „Grzegorz Królikiewicz jest reżyserem politycznym w tym sensie, że zawsze, z pasją, na granicy furii, bada zniewolenie: przez społeczeństwo, partię, rodzinę, religię. Państwo to system zamknięty, jednostka jest jego wykastrowanym więźniem”9.


2. Kontekst epoki

Spektakl został wyemitowany w 185. rocznicę uchwalenia pierwszej polskiej konstytucji, której w PRL przecież nie obchodzono. Przyzwolenie na to dała oczywiście ówczesna władza: „Królikiewicz składający propozycję miał określoną etykietę polityczną. Blisko mu było do wpływowego w Biurze Politycznym Bohdana Poręby, kierownika zespołu filmowego Profil. Skupionych tam twórców nazywano w środowisku filmowym »ułanami Rakowieckimi«, co miało sugerować powiązania z MSW, którego siedziba mieści przy ulicy Rakowieckiej. – Wyłożyłem warunki – wyznał reżyser w 1982 r. na łamach »Prawa i Życia«. – Fresk o dziejach Polski mogę robić z ludźmi, których sam zaproponuję, bo są uczciwi, nie ograją mnie, nie pozbawią czci, nie skasują wspólnego dorobku, lecz przeciwnie – będą kontynuować naszą świętą sprawę, jeśli ja padnę. Wilhelmi [Janusz Wilhelmi to członek Biura Politycznego KC PZPR – przypis aut.] ten warunek przyjął. Ale zaraz włożono mi ręce w kajdanki. Poltel – telewizyjna wytwórnia filmowa, która miała się zająć produkcją – do realizacji dawała swoich ludzi. A ci pili, kradli. Zaczęło się nachodzenie nas na planie przez milicję, areszty”10 .

O realizacji widowiska krążyły legendy. Ekipa filmowa pracowała na planie od rana do rana, w kwietniowym ziąbie, a całe przedsięwzięcie trwało trzy tygodnie. Podobno niezwykły efekt autentyzmu Królikiewicz osiągnął prowokując i upokarzając aktorów. Jednak reżyser w wielu wywiadach o tym szczerze opowiadał: „Wszyscy aktorzy warszawscy zawsze byli bardzo zajęci, więc patrzyli w kalendarz, zamiast rozmawiać i koncentrować się na zadaniu. A ta koncentracja jest bardzo ważne, bo chodzi o siłę spojrzeń na ekranie. Aktorzy często próbowali solo i na plan wychodziła grupka niezgranych solistów. Był jeszcze jedne czynnik, emocjonalny. Trema wynikająca z kontekstu. Dla aktorów, którzy należeli do partii i byli zapraszani na akademie z okazji Rewolucji Październikowej i 1 Maja, temat widowiska był przeciwko Rosji, przeciwko Katarzynie, przeciw ambasadorowi rosyjskiemu. Oni w tym dramacie granych przez siebie postaci, w ich śmiertelnym zagrożeniu, widzieli zagrożenie dla siebie, mówiąc obrazowo, widzieli »śmierć własną«. Stąd także wziął się opór przed takim kształtem realizacji przedsięwzięcia, jaki ja im niejako narzuciłem. Któregoś dnia, kiedy zdjęcia się przedłużały, pan Wieńczysław Gliński, wybitny aktor grający króla Stanisława Augusta powiedział mi, że nie może dłużej zostać, bo ma próbę w Hucie Warszawa przed akademią pierwszomajową. Powiedziałem z irytacją, żeby od razu szedł na próbę, nie zawracał głowy i oddał mi swoją perukę, żebym mógł się za niego przebrać. Wtedy on zaczął uderzać z wrzaskiem tą peruką o taki blok cementowy, aż się kurzyło. Brał odwet za scenę obrad Straży Praw, kiedy jako król chce przejść, ale nie może, a w końcu musi – na stronę Konfederacji Targowickiej”11.

Reżyser przyznawał się do tego, ze krzyczał na planie przez tubę i wzbudzał tym strach: „To co ja nazywałem obawą przed Rosjanami, oni przeżywali jak osobistą obawę przed reżyserem, który zamienił się w zwierzę. Bolesław Płotnicki, stary, świetny, rzetelny aktorus zapomniał kwestii, krzyknąłem, żeby się nie uczył, gonimy dalej i to jego pomieszanie było lękiem przed rosyjskim ambasadorem. Odważni w dniu 3 Maja 1791 roku zapłacili za swoją postawę. Marszałek Sejmu Stanisław Małachowski przeszedł na utrzymanie skąpej teściowej, bo car odebrał mu wszystko. Ignacy Potocki swoją postawę przypłacił nędzą”12. Doskonale wiedział, że podejmowany przez niego temat Konstytucji 3 Maja był kontrowersyjny, choć przecież oficjalnie honorowano tę rocznicę, o konstytucji pisano w podręcznikach historii i odnotowywano ją w kalendarzach, ale w PRL-u jednak nie obchodzono tego święta. Mało tego, był to czas, gdy nazajutrz po 1 maja ściągano z budynków flagi, aby przypadkiem nie zostały na 3 maja. Chyba po raz pierwszy telewizja zauważyła Święto Konstytucji. Możliwe, że wpływ na ten zaskakujący liberalizm władz miało to, iż zdjęcia kręcono w odbudowywanym z inicjatywy Edwarda Gierka Zamku Królewskim w Warszawie. W jednym z wywiadów reżyser podkreślał: „Władza uznała, że warto ją uhonorować widowiskiem telewizyjnym typu »Światło i dźwięk« z zagłaskaną historią. Tyle, że suchy scenariusz i scenopis nie dawał powodów do podejrzeń, co reżyser może z tego zrobić. Kiedy więc zorientowałem się w sytuacji, zacząłem działać pod presją czasu. Chciałem szybko skończyć, żeby nikomu innemu nie dano materiału do zmontowania. Nie myliłem się, bo w Chinach, w Pekinie ukazały dwie recenzje pochwalne na temat widowiska, w tonie, że w Warszawie nie bali się zrobić antyrosyjskiego widowiska. Ludzie pamiętający tamte czasy rozumieją, co to wtedy oznaczało”13.

Mimo upływu lat i sprzecznych ocen, widowisko wciąż cieszy się uznaniem publiczności. Jego walory artystyczne, a zwłaszcza znakomite kreacje aktorskie wielokrotnie chwalili nawet ci, którzy wytykali reżyserowi mijanie się z prawdą historyczną. O filmie Królikiewicza dyskutowano na łamach prawie wszystkich opiniotwórczych tygodników, a chwalony i nagradzany twórca został dyrektorem telewizyjnego Teatru Faktu.

Jerzy Mikke i Jerzy Łojek to autorzy początkowej wersji scenariusza, którzy jednak zrzekli się praw do autorstwa tekstu. Drugi z nich napisał nawet artykuł, który wskazywał w inscenizacji Królikiewicza poważne niejasności i błędy historyczne. Jednak wskutek interwencji cenzury filipikę Łojka opublikowano dopiero 5 lat później, kiedy z okazji 190. rocznicy Konstytucji telewizja po raz kolejny nadawała przedstawienie „Trzeci maja”. Jerzy Łojek to ceniony autor książek poświęconych historii Sejmu Czteroletniego, Konstytucji 3 maja oraz prasy i opinii publicznej w Polsce. Jednak był tak niezadowolony z formy i treści dzieła, że zażądał usunięcia swojego nazwiska z listy osób, które przyczyniły się do powstania spektaklu: „Uznał, że reżyserskie przeróbki zaszły zbyt daleko i nie może ich firmować, napisał nawet na ten temat artykuł i kilka notatek wyjaśniających do prasy”14. Natomiast w dokumentach cenzury odnajdujemy zapis, który dowodzi, że treść protestu była niewygodna dla ówczesnej władzy: „W dniu 3 maja b.r. Teatr Faktu TV przedstawił sztukę pt. „Konstytucja 3 maja” w reż. G. Królikiewicza. Reżyser bez porozumienia się z autorami dokonał w tekście sztuki pewnych skrótów. Autorzy Mikke i Łojek wystosowali do kilku redakcji list otwarty w tej sprawie. Nie należy zwalniać żadnych informacji zarówno na temat samego listu, jak i dokonanych skrótów w sztuce. Zapis jest przeznaczony tylko do wiadomości cenzorów”15.


3. Klamra kompozycyjna i znaczenie scenografii

Istotne jest to, że Królikiewicz, przedstawiając wizję wydarzeń sprzed niemal dwóch wieków, nie stwarzał pozorów, że zanurza się w tamtą odległą epokę, lecz przeciwnie zaakcentował, iż rzecz dzieje się dzisiaj, w odbudowywanym Zamku Królewskim: „Warszawa w »Trzecim maja« była Warszawą z krwi i kości współczesną, a jeśli nawet nałoży się na siebie dość resztą przejrzysty kostium, wynikało to, że widowisko Królikiewicza było przecież w swojej osnowie poważnym cytatem z historii”16.

Zdjęcie 1-2. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Narrator, grany przez Tadeusza Borowskiego, to współczesny reporter, który zwraca się wprost do widza, patrzy do kamery i relacjonuje wydarzenia z placu Zamkowego. Mówi: „Proszę państwa, 185 lat temu, 3 maja 1791 roku tu, w przedsionkach, korytarzach, na dziedzińcu, zgromadził się lud Warszawy, by towarzyszyć uchwalaniu doniosłej ustawy Sejmu Wielkiego i swą obecnością tę ustawę ubezpieczał. […] W akcie 3 maja znalazły odbicie światłe zdania Stanisława Staszica, że dobro społeczne jest dobrem każdego obywatela oraz, że ludzie rodzą się równi, a tylko społeczna użyteczność ich wyróżnia. Okres walki o reformy, poprzedzający rok 1791, przeobraził sposób myślenia o sprawach państwa i narodu. Przewartościował pojęcie patriotyzmu i wypełnił je nową, mierzoną społecznym pożytkiem treścią. Konstytucja 3 maja nie zdążyła na trwałe stać się prawem. Obalona przez targowiczan w rok po uchwaleniu, stała się dla kilku pokoleń Polaków inspiracją patriotycznych poczynań. W dzisiejszy wieczór przypomnimy ludzi, którzy ten historyczny akt tworzyli i przypomnimy sprawy, z którymi musieli się zmierzyć”.

Zatem nikt nie będzie dyskutował na temat znaczenia konstytucji, nie pojawią się gadające głowy znawców tematów. Narrator uczciwie zaznacza, że poznamy bohaterów tych wydarzeń i racje, które nimi kierowały. W kolejnych kadrach podglądamy bohaterów wydarzeń historycznych, niejako zaglądamy przez okna do wnętrza pomieszczeń Zamku Królewskiego. Podobną scenę odnajdujemy na końcu spektaklu, gdy reportera już wprawdzie nie widzimy, a jedynie słyszymy jego głos z offu. Widzimy za to robotników pracujących przy odbudowie pomieszczeń zamkowych.

Zdjęcie 3-4. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

W jednej z recenzji zamieszczonych w „Ekranach”, tygodniku prowadzonym w tamtych czasach przez grupę młodych dziennikarzy o poglądach konserwatywno-narodowych, przeczytamy: „Zasługą reżysera jest to, że nie opuścił w tym cytacie cudzysłowu, że na początku spektaklu Komentator z mikrofonem przywołuje po prostu świadectwo dawnych wydarzeń, a gdy mówi o opinii XVIII-wiecznych gazet na temat Konstytucji 3 Maja, głos jego idzie z offu, a na Zamku trwa normalna praca przy jego odbudowie, która w tym kontekście z wymiaru prostej roboty fizycznej, przekształca się w wielką kreację duchową”17. Mamy zatem do czynienia ze swoistą paralelą, bo budowanie naszej tożsamości w wieku XVIII i „pomnik dziejowy” – bo tak o konstytucji pisała „Gazeta Lejdejska”, którą cytuje reporter w jednej z ostatnich scen, ma swoje odniesienie dla wydarzeń rozgrywających się w czasie powstawania widowiska. Dla ówczesnych władz ten zabieg był ilustracją odbudowy państwa, a Edward Gierek urasta tu do rangi dobrego gospodarza. Można ten zabieg reżysera również zinterpretować inaczej, a może to komentarz do podziałów w społeczeństwie polskim i próba pokazania, że relacje międzyludzkie i poczucie wolności należy odbudowywać? Przecież państwo polskie przetrwało, mimo interwencji zaborców, wewnętrznych podziałów, a Zamek Królewski, który był świadkiem ważnych wydarzeń dla naszej historii, stoi nadal w tym samym miejscu. Prawdziwa publicystyka, również ta filmowa, nie może się obyć bez przytoczeń i cudzysłowów, a te z pewnością odnajdujemy u Królikiewicza.

Sceny w surowych, niewykończonych wnętrzach Zamku mogły razić, w kadrach pojawiały się drabiny, betonowe ściany, jednak w wywiadach aktorów możemy odnaleźć wypowiedzi, które świadczą o tym, że granie w tej przestrzeni było ogromnym, emocjonalnym przeżyciem.

Zdjęcie 5-6. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Władysław Hańcza, grający rolę Ksawerego Branickiego, wspominał: „Muszę przyznać, że z początku nie paliłem się o tego pomysłu. […] Dopiero w trakcie pracy objawiła mi się w pełnym blasku powaga tej sprawy. Kiedy dokładnie? W chwili, kiedy znaleźliśmy się wszyscy w surowej, niewykończonej sali Zamku Królewskiego w Warszawie. Przez chwilę pomysł ten wydawał mi się dziwny, ale gdy zaczęliśmy grać, poczułem że jest wspaniale. Zwycięstwo Królikiewicza w tym widowisku polega chyba na tym, że mimo pośpiechu w którym pracował, miał od początku zdecydowaną wizję spektaklu. Kiedy przyszła kolej na kręcenie scen i ujęć sejmowych, ogarnęło mnie, człowieka, który przecież w „Trzecim maja” nie grał postaci najbardziej promiennej, coś w rodzaju wzruszenia. Niezwykła atmosfera, kiedy to my, ludzie dzisiejsi nie przestając przecież być sobą, wkraczamy w głąb narodowej historii. Te galerie górne, te ławy poselskie, stół senatorski, król Stanisław August, jakiś przepych bez nadużycia dekoracji – to mnie wzięło. Wzięło chyba także i innych. A potem, gdy obejrzałem widowisko w telewizji, zrozumiałem, jaki efekt stworzyliśmy pod batutą Królikiewicza”18.

Zdj. 7 J. P. Norblin, Uchwalenie Konstytucji 3 maja 1791 r.

Źródło: http://agad.gov.pl/wp-content/uploads/2015/01/Konst-3-PL-A5.pdf [dostęp: 28.03.2021].

Zdjęcie 8. Kadr z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.


4. Tragiczni bohaterowie i ich wybory

Grzegorz Królikiewicz w swojej twórczości szukał postaci tragicznych, uwikłanych w historię, pełnych sprzeczności, walczących i często przegrywających. W widowisku „Trzeci maja” takich tragicznych, rozdartych postaci była cała galeria, począwszy od Stanisława Augusta, przez Kołłątaja, aż po posła Sucharzewskiego, przeciwnika konstytucji.

Portretując salon warszawski reżyser pokazuje dwie kontrastujące ze sobą postawy. Widzimy Stanisława Augusta Poniatowskiego, który siedzi spokojnie, jest pełen powagi i milczy. Jego spojrzenie jest beznamiętne, co pokazuje już na początku tragizm tej postaci. Wieńczysław Gliński, który zagrał tę postać, mówił: „Nie wiem, czy w ogóle łatwo jest grać role monarchów. Zarówno film jak i telewizja stworzyły pewien stereotyp. Ale jak mi się wydaje, dość skutecznie zaatakował go Królikiewicz doprowadzając do tego, że szkicowy z konieczności zarys postaci ostatniego króla Polski w tym właśnie wydaniu przeniknięty jest duchem tragizmu. Nie jest to w każdym razie król wyłaniający się z podręczników historii, jako z jednej strony niedobry polityk, a z drugiej światły opiekun sztuk i nauk. Jest to w dwóch ważnych momentach sprawowania swojej władzy – uchwalenia Konstytucji 3 Maja i akcesu do Konfederacji Targowickiej – uświadamiający sobie, że nie reprezentuje już władzy absolutnej, pozwalającej mu dyktować warunki bądź to narodowi, bądź silniejszemu od siebie przeciwnikowi. Król rozdarty. Może nawet gdzieś w głębi duszy, w obliczu wypadków paryskich i groźby kolejnego rozbioru zdający sobie sprawę, że jest w dziejach narodu monarchą ostatnim”19.

Obok króla siedzi Ksawery Branicki, który inaczej niż król nie odmawia wypicia alkoholu i zwraca się do króla – „Gdybyś Wasza Królewska Mość pił tak jak ja, miałbyś więcej w Rzeczpospolitej przyjaciół". Siedzi wygodnie i jest bardzo pewny siebie. Władysław Hańcza, który zagrał hetmana, mówił: „W końcu z postury, tembru głosu, sylwetki, a może nawet i charakteru jestem Polonusem, typem polskim, a może staropolskim, a coś takiego przecież było Królikiewiczowi potrzebne w obrazie. On to dostrzegł. Dostrzegł lepiej i wyraźniej niż ja sam początkowo, kiedy nie przypuszczałem jeszcze, że mogę zagrać rolę hetmana, który przynajmniej przez pewien czas szachował Sejm Czteroletni, a potem wyrósł na postać wprawdzie ciemną, ale wyrazistą i zdecydowaną”20.

Zdjęcie 9-10. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Kreacje aktorskie obu panów podkreśliły stronniczość bohaterów, zachowawczy i opanowany król Stanisław August Poniatowski spoglądał milcząco na Branickiego, przeciwnika reform Sejmu Czteroletniego i późniejszego współtwórcę konfederacji targowickiej. Powaga, dostojeństwo zderza się w tej scenie z butą, dumą, zawziętością Polonusa.

W otoczeniu króla oczywiście są bardzo różni ludzie, rozmowie przysłuchuje się milcząco Seweryn Rzewuski, a gdzieś obok rozmowę toczy Ignacy Potocki z innymi zwolennikami reform. Zanim reżyser pokaże nam obrady Sejmu Czteroletniego oglądamy jeszcze jedną tajemniczą scenę, której bohaterem jest Stanisław Szczęsny Potocki, bywalec rosyjskich salonów, który od jednej z dam na pożegnanie otrzymuje podarunek – miniaturę szubienicy. Scena z pewnością ma znaczenie metaforyczne, może być antycypacją tego, co robiono ze zdrajami, którzy sprzyjali targowiczanom. Szubienicę otrzymuje przecież Stanisław Szczęsny Potocki, polityk o orientacji prorosyjskiej, który był również marszałkiej konfederaacji targowickiej. Pytanie czy ta scena nie jest kolejnym przykładem komentarza do współczesnej sytuacji Polski, która w 1976 roku jest uzależniona od ZSRR.

Zdjęcie 11-12. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Z ówczesnych relacji prasowych dochodziły bardzo skrajne oceny takich zabiegów: „Padały pod adresem „Trzeciego Maja” zarzuty, że na widowisku tym znać pośpiech, że w niektórych przypadkach nie było ono w stanie sprostać postulatom rozbudowanej erudycji historycznej, że wreszcie autor zamiast chłodnego i beznamiętnego opisu wypadków dał nam spektakl gorący i pełen pasji, odwołujący się nie tyle do naszych doświadczeń z historii, co – w pewnych przypadkach – ze współczesnością”21.

Zdjęcie 13-14. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Ciekawie reżyser pokazuje obrady Sejmu Czteroletniego. W ogromnej sali Zamku Królewskiego zgromadzili się posłowie, ale wytrawny widz dostrzeże między nimi ludzi, którzy nie mają strojów z epoki. To współcześni widzowie, którzy z uwagą przysłuchują się toczonym rozmowom. Obradom przewodniczy król, który na samym początku zostaje obsypany białymi i czerwonymi goździkami. To kolejny symbol współczesnych czasów, bo przecież w taki sposób okazywano sympatię przywódcom partyjnym, np. podczas pochodów pierwszomajowych.

Sejm, wznosząc gromkie okrzyki, wybiera najpierw marszałka polskiego, a później litewskiego. Józef Fryźlewicz, który zagrał Marszałka Stanisława Małachowskiego, wspominał: „Od razu założył veto wobec mojego sposobu gry. Zrobił to jednak z takim zapałem, że zrozumiałem, że nie gram roli epizodycznej lecz pospołu z innymi – kluczową. I zagrałem ją w milczeniu, z godnością, skąpiąc słów i gestów. […] Królikiewicz jest daleki od tego, żeby aktorom schlebiać. On bardzo chce, żeby każdą postać ukazać nie tylko w wymiarze losu własnego, lecz także ogólnego”22.

Zdjęcie 15-16. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Franiczek Trzeciak zagrał w spektaklu nietuzinkową postać, która obserwowała obrady sejmu z balkonu i głośno krzyczała. Był to przedstawiciel ludu, mieszczanin, który miał odwagę skierować ostre i drwiące słowa choćby w stronę Branickiego. Na apel Niemcewicza, że czystych rąk nam dziś trzeba jak nigdy, jako pierwszy podchodzi do krzyża i chce ślubować wierność. Głos z balkonu nazywa go błaznem: „Czy ty nie w wolnym kraju mieszkasz błaźnie, żeby prawdy oczy nie można by mówić wyraźnie?” Po tym oskarżeniu na sali zapada głucha cisza, która jest dowodem na to, że nie tylko krzyczący ma takie zdanie na temat tego patrioty. Reżyser, wprowadzając taką postać i takie zdarzenie, wyraża opinię, że takie głosy musiały rozbrzmiewać podczas uchwalania w 1791 roku Konstytucji 3 maja. Takie głosy budziły grozę w obozie konserwatywnym, może nawet większą niż owa symboliczna szubieniczka wręczona na początku widowiska przez nieznaną damę Szczęsnemu Potockiemu. Zatem ta postać jest głosem tych, którzy, milcząc i gromadząc się na galeriach, wyrażali swoje poparcie dla dzieła Konstytucji 3 maja. W wywiadzie aktor grający tę postać mówił: „Nie wiem, czy można nazwać moją rolę w „Trzecim Maja” rolą krzykacza. Nie wiem nawet, czy pasuje do niego nazwa agitatora. Krzykacz wykrzykuje, co mu ślina na język przyniesie, agitator to, co mu każą, ja zaś siedząc w tym spektaklu na galerii sejmowej, reprezentowałem raczej głos podekscytowanej wydarzeniami, ale także zatroskanej losem narodu, opinii publicznej. W sposób niejako odruchowy przekazywałem w języku ludu warszawskiego te wszystkie racje ideowe, społeczne i polityczne, które wylęgały się w światłych umysłach członków Kuźnicy Kołłątajowskiej i zaświadczałem, że nie byli bynajmniej w swoich poczynaniach osamotnieni, że reprezentowali coś więcej niż grupowy ruch intelektualny”23.

Zdjęcie 17. Kadr z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci Maja”.

Kuźnica Kołłątajowska to grupa działaczy społecznych i politycznych, publicystów, literatów z okresu Sejmu Czteroletniego, skupionych wokół Hugona Kołłątaja. Ich celem było upowszechnianie haseł rewolucji francuskiej, ale grupa ta przede wszystkim wspierała skrzydło reformatorskie w Sejmie Czteroletnim. Reżyser kilka razy pokazuje ujęcia, w których widzimy spotkania Kołłątaja, Potockiego, Niemcewicza, Mejera, Małachowskiego i innych. Z ust poety Juliana Ursyna Niemcewicza słyszymy: „A Polacy są narodem barbarzyńskim. Nie umieją się miedzy sobą zgodzić, nie umieją prawu być posłuszni, nie umieją dla siebie ustanowić pewnej konstytucji rządu”. Wtóruje mu Józef Mejer: „Polska jest martwa, bez dzielności, bez siły, bez znaczenia. Karczma zajezdna. W Warszawie patriotyzm jest tylko kloaką dla prywatnych interesów”. Kołłątaj podsumowuje: „Chcemy losom swoim zaradzić. W naszych rękach jest nasze zbawienie. Sami albo się wydźwigniemy i staniemy na szczycie, albo popadniemy w niewolnicze pęta”. To Ci ludzie stworzą tekst konstytucji, ważne jest jednak dla nich zdanie ludu. Kołłątaj mówi: „to trzeba wyjść na ulicę i tam zapytać”, a Jan Suchorzewski dodaje: „Musimy powiększyć siłę i znaczenie narodu, przywiązując do ojczyzny lud, który prawie jest jej obcy. Chcemy zwiększyć siłę i znaczenie narodu polskiego”. Żeby prostemu ludowi pokazać, do czego może doprowadzić brak reform w narodzie, organizują Czarną Procesję: „Jedźcie traktem królewskim czarną procesją, z petycją na zamek. Jedźcie wolno, jak najwolniej, Warszawa musi mieć czas, aby pomyśleć, co ta decyzja znaczy”.

W kolejnych kadrach filmowych reżyser pokazuje nam przejazd konnych powozów niczym kondukt pogrzebowy. Widzimy w kadrach powiewające na wietrze czarne zasłony, które utrudniają również widzowi pełny ogląd rzeczywistości, bo widz niejako również zostaje spowity czarną zasłoną. Tę procesję obserwują na ulicy mieszkańcy Warszawy, ale za białymi zasłonami firan widać np. króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Tym ujęciom towarzyszy również bardzo spokojna, żałobna melodia. Ta scena ma podwójne znaczenie metaforyczne, z jednej strony pokazuje całą złożoność tej sytuacji, bo należy pamiętać, że ustawę konstytucyjną wprowadzono podstępem pod obrady sejmu, gdy większość posłów przeciwnym refom była nieobecna z powodu urlopu wielkanocnego. Z drugiej strony ta scena może antycypować to, co się dopiero wydarzy rok później, a w konsekwencji tego przecież dojdzie do drugiego rozbioru Polski.

Zdjęcie 18-19. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Poniatowski nie jest do końca pewien swoich decyzji, waha się. Jego niezdecydowanie pokazuje również scena już na sali sejmowej. Królikiewicz tymi scenami pokazuje, że podejmowane przez Kuźnicę Kołłątajowską decyzje nie są jednoznacznie moralne i nie wszyscy spośród nich zgadzają się na taki przebieg wydarzeń. „Bracia toż to łamanie prawa, zwykłym matactwem chcecie osiągnąć cel! To zdrada stanu” – wykrzykuje Jan Suchorzewski, w tej roli Ignacy Gogolewski. To on będzie się 3 maja 1791 roku domagać dyskusji nad projektem: „Nie godzi się sejm nagłym projektem zaskakiwać”. Zaś Marszałek Małachowski wzburzony wykrzykuje: „Ta sesja jest rewolucyjna!”.

Są w przedstawieniu również niejednoznacznie ukazani przeciwnicy reform. Rzewuski ze łzami w oczach mówi; „Polakiem jestem i Polakiem da Bóg umrę, ale Polakiem wolności prawa szlacheckiego utrzymującym i Polakiem prawa szlacheckiego gnębiącym”. Padają oczywiście zarzuty, że zwolennicy Kołłątaja chcą twardego despotyzmu i gardzą łagodną władzą. Dla nich wolność narodu zasadza się na wolności wyboru osoby do panowania: „Idea wolności, w tym są prawa człowieka. W człowieku najsilniejszy jest przecież instynkt wolności, silniejszy od pragnienia życia”.

Grzegorz Królikiewicz pokazuje zatem obie strony konfliktu. Łatwo zdyskredytować dzieło Konstytucji 3 maja, wskazując po prostu na jego klęskę. Wydaje się, że Królikiewicz zaakcentował w przedstawieniu to, że dzieło konstytucji było znaczące dla narodu ze względu na to, że to właśnie na gruncie kultury Polacy zachowali swoją tożsamość. Pokazał on grono intelektualistów nie tylko dyskutujących, lecz także usiłujących zrealizować swoje dążenia w działaniu politycznym. Jeśli chodzi o treść polityczną, ideową, kulturalną, to widowisko „Trzeci Maja” jest nie tyle stwierdzeniem, co pytaniem. Również konteksty współczesne rodzą kolejne pytania.


5. Lud Warszawy

„Realistyczno-metaforyczne dzieło Królikiewicza przypadło do gustu polskiej widowni, lecz wywołało liczne kontrowersje historyków”24 – a przecież reżyser filmu podkreślał wielokrotnie, że jego zamiarem nie było zrobienie filmu historycznego. Broniąc tego obrazu, warto podkreślić, że ówczesna telewizja po raz pierwszy w takiej skali zdecydowała się wprowadzić na ekran ten typ spektaklu, który był utrzymany w poetyce teatru faktu i był realizowany techniką filmową. Imponujący jest również rozmach widowiska, w którym zaplanowano sceny bardzo kameralne, ale siłą tego obrazu są również sceny zbiorowe, te nakręcone we wnętrzu Zamku Królewskiego, jak i te sfilmowane przed zamkiem, na ulicach Warszawy. To bardzo ciekawy zabieg, bo warszawski lud tym samym otrzymał od reżysera prawo głosu. Reżyser pokazuje wydarzenia na sali sejmowej, a za chwilę przenosi widza na ulice, na których lud komentuje, ocenia, wydaje sądy. Wśród tłumu, w którym dostrzegamy ponownie i bohaterów w strojach z epoki, jak i ludzi współczesnych, widzimy również przysłuchujących się przedstawicieli Kuźnicy Kołłątajowskiej. Przedstawicielami ludu uczynił Królikiewicz dwie postacie, stojące na podwyższeniu, które wygłaszają bardzo humorystyczne komentarze. Pełnią role błaznów, jeden z nich jest przebrany za króla i ma na szyi łańcuch, symbol zniewolenia, a drugi ma strój typowego mieszczanina.

Zdjęcie 20-21. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Lud miejski nie chce krwawej rewolucji na wzór francuski, a jego komentarze są dowodem na to, że ludzie są świadomi dokonujących się zmian. Mimo, że postać króla ma łańcuch, to na początku słyszymy pozytywne komentarze pod adresem władcy: „Człowiekiem jest jak i my, żebyśmy wszyscy tacy byli, aby móc królowi przyganiać, ojczyzna by tyle złego nie odniosła. A któż jest bez grzechu, by mieć prawo w innych kamieniem rzucać? Już się stało narodową wadą, że ilekroć między nami niesnaski osobiste powstają, tylekroć przyczyn zła szukamy w królu”. Jednak kiedy na sali sejmowej król waha się proklamować sejm nieustający, żeby posłowie mieli czas przygotowywać kolejne uchwały, ulica wykrzykuje ostre słowa: „Co to jest gwarancja? To jest twórca niezgody i niewoli jej. Wiele jest osób gwarancji – trzy: król pruski, imperatorowa, cesorz. Która z tych osób jest starsza, mocniejsza i potężniejsza? Wszystkie trzy są równe, bo mają po sto tysięcy wojska! Gdzie jest gwarancja? Za granicą (słychać szyderczy śmiech)”.

Zdjęcie 22-23. Kadry z przedstawienia Grzegorza Królikiewicza „Trzeci maja”.

Ostatnie komentarze są już jawną kpiną, bo mieszczanin i król na łańcuchu wchodzą w zabawny dialog, który nic już nie wnosi, jest zabawą, grą słów:

„Niestety – kotlety!

Co za obyczaje, co za czasy – kiełbasy!

Dawne nasze starania – pieczeń barania!

Moment będzie bardzo srogi – pierogi […].”

To swoisty gorzki, ironiczny komentarz do całej sytuacji, akcentujący opozycję wzniosłości sformułowań (niczym mowy Cycerona), wznoszonych przez mieszczanina i banalności rymowanych słów wymawianych przez błazna-króla. Ta scena pokazuje, że z wielkiej, doniosłej sprawy, nadziei i głębokiej wiary ludu polskiego, pozostał niewybredny żart.


6. Konstytucja bez króla, czyli zakończenie

Przedstawienie kończy scena przy okrągłym stole. Monarcha zwołał posiedzenie Straży Praw - ustanowionego przez Konstytucję 3 maja gabinetu ministrów. Reżyser pokazuje w kadrach zbliżenia posępnych twarzy Kołłątaja, Małachowskiego, Potockiego. Kiedy wypowiadają się osoby związane z Kuźnicą Kołłątajowską, dostrzegalne jest niezadowolenie króla, który podniesionych głosem mówi: „Patriotyczne chimery […] chimeryczne bzdury o wolności narodu”. Tych, którzy akt przystąpienie do konfederacji targowickiej mają za zdradę, nazywa zapaleńcami i „namawia do trzeźwienia”, podkreślając, że wcale nie powinien tego słuchać. Słyszymy również mocne słowa, że przecież targowiczanie to też naród, a Kazimierz Nestor Sapieha, grany przez Tadeusza Janczara, wykrzykuje: „Buntownicy nie należą do narodu!”. Odbywa się głosowanie rady, a wynik tego głosowania satysfakcjonuje króla Stanisława Augusta. Jeden z dostojników królewskich, całując króla w rękę, mówi: „Ucierpisz strasznie na sławie swojej w oczach narodu, lecz ocalisz Rzeczpospolitą przed ostateczną klęską. Dzięki Ci za tę odwagę”. Słuchając tych słów, znów trudno powstrzymać się od współczesnych nawiązań do sytuacji Polski w 1976 roku. Tak jak podzielona jest rada doradzająca królowi, tak we współczesnym społeczeństwie widoczne są podziały.

Ciekawym kontekstem do zrozumienia ostatniej sceny widowiska jest ustawa z dnia 10 lutego 1976 roku. Wtedy to została przyjęta najważniejsza i największa nowelizacja Konstytucji PRL z dnia 22 lipca 1952 r. , która budziła szereg kontrowersji oraz niezadowolenie wśród polskiego społeczeństwa. W jej myśl przewodnią siłą polityczną społeczeństwa w budowie socjalizmu jest Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, a w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej podstawowym celem działalności państwa jest wszechstronny rozwój społeczeństwa socjalistycznego, rozwój twórczych sił narodu i każdego człowieka, coraz lepsze zaspokajanie potrzeb obywateli. Do najbardziej kontrowersyjnych postanowień należał jednak zapis, zgodnie z którym Polska Rzeczpospolita Ludowa w swej polityce nawiązuje do szczytnych tradycji solidarności z siłami wolności i postępu, umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Czy zatem Królikiewicz buduje kolejną paralelę: król Stanisław August Poniatowski, podobnie jak Edward Gierek, sprzymierzając się z zaborcami, z carycą Katarzyną II, z Rosją, pragnie jedynie ocalić kraj?

Spektakl jest ciekawą propozycją i z pewnością można go wykorzystać edukacyjnie, bo ma ogromny potencjał dydaktyczny. Utwór jest również doskonałym punktem wyjścia do dyskusji na temat znaczenia Konstytucji 3 maja, nad oceną działań króla. Teoretycznie świętujemy ten dzień, może nawet niektórzy z nas znają dokładną datę uchwalenia Konstytucji 3 maja, ale wydaje się, że wiedza przeciętnego Polaka na temat znaczenia tego dokumentu jest niewystarczająca. Ten spektakl z pewnością nie stracił na aktualności.



Przypisy:
  1. Grzegorz Królikiewicz (1939-2017), https://instytutgk.pl/biografia/ [dostęp: 29.03.2021].
  2. Zob. hasło PUBLICYSTYKA: https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/publicystyka;3964321.html [dostęp: 28.03.2021].
  3. Klucze do rzeczywistości. Szkice i rozmowy o polskim filmie dokumentalnym po roku 1989, red. M. Hendrykowska, Poznań 2005, s. 18–19.
  4. Ibidem.
  5. R. Pawłowski, Przypadek Królikiewicza, https://wyborcza.pl/1,75410,1480417.html [dostęp: 27.03.2021].
  6. Zob. Debiuty polskiego kina, red. M. Hendrykowski, Warszawa 1998.
  7. Cytat za: I. Kurz, Królikiewicz, Artysta – jako zbawiciel i bandyta, https://www.dwutygodnik.com/artykul/1720-krolikiewicz-artysta-jako-zbawiciel-i-bandyta.html [dostęp: 27.03.2021].
  8. Ibidem.
  9. Ł. Maciejewski, Królikiewicz: na wylot, https://www.dwutygodnik.com/artykul/1388-krolikiewicz-na-wylot.html [dostęp: 27.03.2021].
  10. H. Kowalik, Wyszczerbiony miecz, https://historia.wprost.pl/reportaze-sadowe/10016394/wyszczerbiony-miecz.html [dostęp: 27.03.2021].
  11. Przez psychodramę na wylot. Z Grzegorzem Królikiewiczem rozmawia Krzysztof Lubczyński, https://trybuna.info/opinie/przez-psychodrame-na-wylot/ [dostęp: 27.03.2021].
  12. Ibidem.
  13. Ibidem.
  14. B. Janowska, Archiwum Jerzego i Bożeny Łojków, „Rocznik Biblioteki Narodowej” 2015, tom XLVI, s. 294.
  15. T. Strzyżewski, Wielka księga cenzury PRL w dokumentach, Warszawa 2015, s. 96.
  16. W. Roszewski, Ambicja, pasja i wola, „Ekrany” nr 11, 1977, s. 9.
  17. Ibidem, s. 16.
  18. W. Roszewski, Aktorzy o „Trzecim Maja”, „Ekran” nr 14, 1977, s. 14.
  19. Ibidem.
  20. Ibidem.
  21. W. Roszewski, Ambicja, pasja i wola, „Ekrany” nr 11, 1977, s. 9, 16.
  22. W. Roszewski, Aktorzy o…, op. cit.
  23. Ibidem.
  24. Zob. Konstytucja Trzeciego Maja, https://teatrtv.vod.tvp.pl/592766/konstytucja-trzeciego-maja [dostęp: 28.03.2021]. Autorzy strony podają błędny tytuł tego przedstawienie.

Bibliografia:
  1. Grzegorz Królikiewicz. Życie i twórczość, http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_krolikiewicz_grzegorz [dostęp: 27.03.2021].
  2. Grzegorz Królikiewicz (1939-2017), https://instytutgk.pl/biografia/ [dostęp: 27.03.2021].
  3. Hendrykowski M., Klucze do rzeczywistości. Szkice i rozmowy o polskim filmie dokumentalnym po roku 1989, red. M. Hendrykowska, Poznań 2005.
  4. Janowska B., Archiwum Jerzego i Bożeny Łojków, „Rocznik Biblioteki Narodowej” 2015, tom XLVI, s. 289-296.
  5. Kowalik H., Wyszczerbiony miecz, https://historia.wprost.pl/reportaze-sadowe/10016394/wyszczerbiony-miecz.html [dostęp: 27.03.2021].
  6. Kreutzinger K., Fenomenologia obrazu, „Film” 1980, nr 28, s. 14-15.
  7. Kurz I., Królikiewicz, Artysta – jako zbawiciel i bandyta, https://www.dwutygodnik.com/artykul/1720-krolikiewicz-artysta-jako-zbawiciel-i-bandyta.html [dostęp: 27.03.2021].
  8. Maciejewski Ł., Królikiewicz: na wylot, https://www.dwutygodnik.com/artykul/1388-krolikiewicz-na-wylot.html [dostęp: 27.03.2021].
  9. Niecikowski J., Poszukiwania Królikiewicza, „Film” 1978, nr 07, s. 5.
  10. Pawłowski R., Przypadek Królikiewicza, „Gazeta Wyborcza” 2003, nr 114, s. 16-17.
  11. Przez psychodramę na wylot. Z Grzegorzem Królikiewiczem rozmawia Krzysztof Lubczyński, https://trybuna.info/opinie/przez-psychodrame-na-wylot/ [dostęp: 27.03.2021].
  12. Przylipiak M., Grzegorza Królikiewicza teoria kina, „Kino” 1987, nr 03, s. 21-24.
  13. Roszewski W., Ambicja, pasja i wola, „Ekrany” nr 11, 1977, s. 9, 16.
  14. Roszewski W., Aktorzy o „Trzecim Maja”, „Ekran” nr 14, 1977, s. 14.
Dr Jolanta Wróblewska
„Bydgoski Marzec” – w obronie konstytucyjnych praw i wolności

Przywołując Konstytucję 3 Maja wraz z jej zasadami i ideami podkreślamy jej postępowość oraz przełomowość w konstrukcji struktury państwa oraz sytemu prawnego. Odnosimy jej światłość i wyjątkowość względem modelu prawa ustrojowego obecnego w ówczesnej Europie. Jesteśmy z niej dumni zaznaczając jej treści korespondujące z ideami i politycznymi tradycjami Oświecenia. Tę wyjątkowość Ustawy Rządowej z 1791 roku wpajamy już najmłodszym wyróżniając jej doniosłość i podkreślając, że była pierwszą konstytucją w Europie oraz drugą w kolejności na świecie. To wszystko prawda. Niestety, byt konstytucji majowej był jak wiemy nader krótki. Pozostała radość z na ogół pozytywnych współczesnych komentarzy europejskich. Zwracano uwagę, że wprowadza zmiany w sposób bezkrwawy. Przetłumaczono ją na wiele języków m.in. francuski, niemiecki angielski i włoski. Nieliczne krytyczne opinie dochodziły z Francji, gdzie jakobini postrzegali ją za zbyt ugodową.

A jakie dziedzictwo pozostawiła konstytucja nam? Ustawa z 3 maja 1791 roku bez wątpienia pozostała dla Polaków inspiracją do działań politycznych oraz militarnych zmierzających do odzyskania własnego państwa. Duch Ustawy Rządowej trwał w świadomości narodowej części Polaków co owocowało inicjatywami obchodów rocznicowych konstytucji w czasie powstań XIX wieku. W stulecie jej uchwalenia pojawiły się również publikacje związane z Konstytucją. W II Rzeczpospolitej zastanawiano się czy święto narodowe powinno być obchodzone 3 maja czy 11 listopada. Nie mogąc dokonać wyboru i aby nie dzielić społeczeństwa u progu niepodległości zachowano obie propozycje.

Po II wojnie światowej, w 1946 r., miały miejsce obchody głównie studenckie w wielu miastach (w Krakowie aresztowano wiele osób). Mimo, że w 1951 roku świąteczny charakter 3 maja został przez niedemokratyczne władze zniesiony to Konstytucja była żywa w sferze pamięci jako jedno z osiągnięć Polski i Polaków. Przez kilkadziesiąt lat ówczesna polityka historyczna kreowana przez totalitarną władzę deptała pamięć o „przebudzeniu” światłej części Polaków oraz o ideach Konstytucji 3 Maja.

W tym roku prócz upamiętniamy nie tylko pojawienie się konstytucji majowej, ale również 40. rocznicę tzw. bydgoskiego marca, czyli przełomowych wydarzeń 1981 roku z okresu „Karnawału Solidarności”. Przedmiotem rozważań tego artykułu będzie przybliżenie młodemu czytelnikowi tego co wydarzyło się w Bydgoszczy przed 40 laty. Opór lokalnych działaczy NSZZ „Solidarność” można rozpatrywać w kategoriach swoistego odwołania się do wartości zawartych w konstytucji majowej. Jak inaczej można potraktować ów protest, owe działania w obronie konstytucyjnych praw oraz wolności człowieka i obywatela niż odniesienie się do idei konstytucji trzeciomajowej? Czyż nie jest to przypomnienie fragmentu preambuły Ustawy Rządowej „dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności”? Czyż bydgoscy działacze Solidarności nie nawiązują do „wolności wewnętrznej narodu? Czyż nie jest to przywołanie poniekąd artykułu V Ustawy Rządowej tj. „Wszelka władza społeczności ludzkiej początek swój bierze z woli narodu”?

Celem tego szkicu nie są tylko wartości edukacyjne dla nastoletniego odbiorcy. Twórcy Konstytucji 3 Maja potrafili wyzbyć się swoistego partykularyzmu i spojrzeć na interesy zbiorowości oraz państwa. Udowodniliśmy sami sobie, że stać nas na to, by podjąć próbę naprawy własnego państwa wbrew konserwatywnej części społeczeństwa. Tym, którzy podjęli te działania należy się zatem uznanie za podjęcie woli ratowania państwa i narodu. Analogiczne podziękowania przynależne są Tym, którzy nie wybrali bierności i powiedzieli „NIE” niedemokratycznej władzy… Tym, którzy w walce o sprawiedliwość, godność ludzką, w obronie konstytucyjnych PRAW i WOLNOŚCI pogardzanych przez władzę mieli odwagę jej się przeciwstawić.

W wyniku protestów robotniczych w sierpniu 1980 roku władze komunistyczne ustąpiły i zgodziły się na rejestrację Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Było to wydarzenie niespotykane w kręgu krajów komunistycznych by obywatele mieli własną niezależną od struktur państwowych organizację związkową. W ciągu kilku miesięcy miała ona już kilka milionów członków, co było świadectwem jej siły

Genezy wydarzeń z marca 1981 roku w Bydgoszczy należy upatrywać w protestach rolników w Rzeszowie i Ustrzykach oraz odmowie władz rejestracji rolniczej „Solidarności".


Protesty rolników - Ustrzyki-Rzeszów

Porozumienia sierpniowe umożliwiły rejestrację robotniczej „Solidarności”, ale nie przewidywały wprost zgody na tworzenie rolniczych związków zawodowych. Od września 1980 bezskutecznie domagano się legalizacji takich organizacji. 29 grudnia 1980 w Urzędzie Miasta i Gminy w Ustrzykach Dolnych rozpoczął się strajk okupacyjny. Początkowo dotyczył spraw lokalnych, szybko jednak przekształcił się w protest o legalizację rolniczych związków zawodowych. Zwracano również uwagę na niedoinwestowanie polskiej wsi. Po dwóch tygodniach protesty rolnicy przenieśli do Rzeszowa.

Strajki te uzyskały wsparcie Lecha Wałęsy z NSZZ Solidarność oraz prymasa Stefana Wyszyńskiego. Prawie dwumiesięczne protesty doprowadziły do rejestracji 12 maja 1981 NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.


Protesty rolników - Bydgoszcz

Zanim władza komunistyczna uznała związki zawodowe rolników organizowano demonstracje popierające wieś. Jedne z największych miały miejsce w Bydgoszczy. 8 lutego 1981 zorganizowano ogólnopolski zjazd rolników, który rozpoczął się mszą świętą w bazylice pod wezwaniem św. Wincentego à Paulo. We mszy uczestniczyli: bp gnieźnieński Jan Michalski oraz około 10 tysięcy wiernych. Po jej zakończeniu uczestnicy rozpoczęli spod bazyliki przemarsz ulicami na Stary Rynek, na którym odśpiewano „Rotę”. Warto zaznaczyć, że pochodowi przewodzili w tradycyjnych chłopskich sukmanach rolnicy z osadzonymi na sztorc kosami. Po złożeniu kwiatów pod pomnikiem Walki i Męczeństwa Jan Rulewski, kierujący bydgoską „Solidarnością”, domagał się „zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Narodowej w Bydgoszczy poświęconej sprawom wyżywienia narodu”.


Okupacja siedziby ZSL - 16 marca 1981

Sytuacja w Polsce z perspektywy Związku Radzieckiego była coraz bardziej niepokojąca. Od 16 marca do 25 marca (a faktycznie do 7 kwietnia) przeprowadzono w Polsce manewry wojsk Układu Warszawskiego, organizacji militarno-politycznej kierowanej de facto przez ZSRR. Obawiano się realnej groźby stłumienia ruchu „Solidarności” przez wojska państw socjalistycznych. Natomiast w samej Bydgoszczy doszło do kolejnego protestu rolniczego wobec braku zgody na rejestrację wiejskiej organizacji związkowej i dezaprobaty fatalnej sytuacji ekonomicznej wsi polskiej. W dniu rozpoczęcia manewrów tj. 16 marca zdesperowani rolnicy zajęli znajdującą się przy ul. Dworcowej 87 w Bydgoszczy siedzibę władz wojewódzkich prorządowego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i ogłosili w niej strajk okupacyjny.

/fot.IPN/


Kryzys bydgoski - 19 marca 1981

W poparcie postulatów strajkujących w Bydgoszczy rolników włączyła się bydgoska Solidarność. Pod jej presją jeszcze 5 marca 1981 roku władze Wojewódzkiej Rady Narodowej zdecydowały, że na najbliższej sesji poświęconej sytuacji rolników tj.19 marca zaproszona zostanie delegacja bydgoskiej NSZZ „Solidarność”. Związkowcy żądali zgody na utworzenie wiejskiej „Solidarności” oraz rozmów o problemach rolnictwa i wyżywienia. Po czterech godzinach obrady nagle zakończono, podając za przyczynę źle przygotowany punkt obrad o „perspektywicznym rozwoju województwa bydgoskiego”. Delegacja „Solidarności”, protestując przeciw niedopuszczeniu jej do głosu, ogłosiła strajk okupacyjny w Urzędzie Wojewódzkim.

/fot.IPN/

Przed budynkiem Urzędu zgromadziły się rzesze bydgoszczan. Przed godziną 20:00 do sali obrad wkroczyli funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej dowodzenie przez mjr. Henryka Bednarka w celu wyprowadzenia siłą działaczy „Solidarności”.


Relacja Antoniego Tokarczuka:

„Niebiesko mi się zrobiło w oczach gdy te szklane drzwi zostały otworzone. Z jednej strony mundurowi, cały sznur. Z drugiej strony tajniacy Służby Bezpieczeństwa. Wtargnęli do nas. Zgromadziliśmy się wtedy na podeście za balustradą (…). Było żądanie, żebyśmy opuścili salę”.

A.Tokarczuk, Mój czas. Flirty z historią, Warszawa 2017


Delegaci ”Solidarności” zostali powiadomieni przez mjra Henryka Bednarka, że jeżeli nie zaprzestaną okupacji sali, to zostaną usunięci siłą. Tak też się stało. W akcji milicji najpoważniej ucierpieli Jan Rulewski, Mariusz Łabentowicz i Michał Bartoszcze, którzy trafili do szpitala.


Relacja Antoniego Tokarczuka:

„Kiedy nas otaczano i zaczęto spychać, to wepchnięto nas na barierkę odgradzającą widownię od sali obrad. Esbecy przycisnęli mnie do barierki, a z dołu milicjanci ciągnęli za kożuch. Byłem odwrócony tyłem i poczułem, że zaraz złamią mi kręgosłup. Zacząłem krzyczeć przestraszony. Ci z dołu mnie wtedy puścili, za to zostałem złapany przez funkcjonariuszy. Rękawicami zasłonięto mi twarz, prawie się dusiłem. Wyrzucono nas na dziedziniec i chciano się nas pozbyć zupełnie, ale okazało się, że – przez zwykłe zaniedbanie – nie otworzono bramy wjazdowej.”

A.Tokarczuk, Mój czas. Flirty z historią, Warszawa 2017

https://wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,19757597,tydzien-w-historii-14-20-03.html


Relacja Michała Bartoszcze:

„I wtedy podskoczył do mnie jeden mundurowy i kopnął mnie w głowę. Krzyknąłem, a wtedy usłyszałem: „zatkaj mu japę, niech się nie drze”. Upadłem. Po raz pierwszy upadłem na wznak do tyłu, z tych schodów. Któryś z milicjantów wtłoczył mi pięść w usta. Z trudem odepchnąłem tę pieść. Zaczęli mnie ciągnąć. Po drodze jeden mnie bił, dwóch trzymało. Bito mnie w głowę, w okolice skroni ciągle z tej samej strony. Od pierwszego uderzenia byłem zamroczony. (…) Gdy się ocknąłem leżałem koło drzwi. Przy mnie było dwóch chłopców. Podnieśli mnie i zaczęli prowadzić do bramy. Tam zobaczyłem jak bito. Najpierw jednego, ale tego to mniej bili. Raczej ciągnęli go za ręce i nogi. A potem wyciągnęli drugiego. Gdzieś z zaułka i przez ten placyk ciągnęli w stronę bramy. Ale tego to już strasznie bili. Krzyczał. Niemożliwie krzyczał. To nie był krzyk strachu. To był krzyk bólu”

A.Tokarczuk, Mój czas. Flirty z historią, Warszawa 2017


W rzeczywistości działacze Solidarności jak sami później przyznawali nie byli aż tak brutalnie potraktowani jak sami na gorąco przekazywali i prezentuje to dokumentacja fotograficzna. Niemniej kierownictwo „Solidarności” na czele z Lechem Wałęsą zostało powiadomione. Przybyli już kilka godzin po brutalnym wyprowadzeniu protestujących.

https://opinie.wp.pl/bydgoskie-przesilenie-zmarnowana-szansa-solidarnosci-6126020061104257a

Wiadomość o pobiciu działaczy Solidarności szybko rozprzestrzeniła się w Bydgoszczy. Następnego dnia w godzinach od 11 do 13 odbył się strajk protestacyjny w prawie wszystkich bydgoskich zakładach produkcyjnych, w komunikacji miejskiej i w części sklepów. Wg Służby Bezpieczeństwa strajkowało ponad 80 % pracowników. Pojawiły się spontaniczne gesty poparcia dla działaczy. Tego samego dnia tj. 20 marca Lech Wałęsa spotkał się z bydgoszczanami. Zapowiedział, że sprawcy pobicia działaczy zostaną osądzeni.

https://opinie.wp.pl/bydgoskie-przesilenie-zmarnowana-szansa-solidarnosci-6126020061104257a

Obrady Krajowej Komisji Porozumiewawczej w Bydgoszczy, 23-24.03.1981

Obrady zorganizowano w sali domu kultury Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego (dziś PESA) przy ul. Zygmunta Augusta. Opowiedziano się za strajkiem ostrzegawczym, który miał zmusić władze partyjno-rządowe do kompromisu. Strajk wyznaczono na 27 marca 1981 r. w godzinach 8:00–12:00. Uznano, że jeśli on nie pomoże to na 31 marca 1981 roku wyznaczono strajk generalny.

/fot.IPN/

Strajk ostrzegawczy odbył się zgodnie z planem. Zdaniem wielu historyków był on „jednym z największych w historii ruchu robotniczego”. Strajkowało ok.14 mln ludzi. Związek odstąpił od przeprowadzenia zaplanowanego na 31 marca strajku powszechnego, a władze przyznały, że używając w Bydgoszczy siły wobec delegacji „Solidarności”, złamały prawo. Obiecano wyciągnięcie konsekwencji wobec osób winnych pobicia delegatów „Solidarności”.

https://dzieje.pl/artykulyhistoryczne/kryzys-bydgoski

Zamiast podsumowania

Wedle historyków „Bydgoski marzec” został wywołany obroną sprawy chłopskiej. Dzięki niemu została ona doprowadzona do dobrego końca. 12 maja 1981 roku władze komunistyczne ustąpiły i zarejestrowano Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Jednocześnie protest bydgoskiej „Solidarności” w sprawie rolników jest z pewnością symbolicznym, ale i elementarnym przejawem solidaryzmu społecznego. Zapewne władze nie zgodziłyby się na rejestrację rolniczej „Solidarności”, gdyby nie cały kryzys społeczno-polityczny zapoczątkowany wydarzeniami na sali WRN w Bydgoszczy. Protest jawi się również jednak jako zdecydowany opór wobec ówczesnej niedemokratycznej władzy w obronie konstytucyjnych praw i wolności.

Konstytucja 3 Maja jest pasem transmisyjnym kilku uniwersalnych konkluzji dla Polaków. Można ja uznać za symboliczny wzór politycznego porozumienia pomiędzy poróżnionymi stronami. W 1791 r. szlachecka klasa polityczna wycofała się ze stanowego hermetyzmu przyznając przywileje mieszczanom. Zrewolucjonizowano stosunek do chłopstwa traktując go jako część narodu. Chłopi zostali wzięci „pod opiekę prawa i rządu krajowego”, zatem mieli możliwość odwołać się w razie niedotrzymywania umowy przez pana – do sądu. Od lat funkcjonuje teza, że tzw. „Kryzys bydgoski” i pobicie działaczy bydgoskiej „Solidarności” został sprowokowany przez władze komunistyczne w celu rozprawienia się z organizacją związkową. Na takie stanowisko dziś zdaniem historyków brak jednoznacznych dowodów. Niemniej wówczas tak uważano. Tylko mądrość i rozwaga części działaczy związku nie doprowadziła do siłowej konfrontacji, która mogłaby zakończyć się rozlewem krwi. Napięta sytuacja polityczno – społeczna została opanowana wskutek politycznego konsensusu między zwaśnionymi stronami. Tego samego, który doprowadził do politycznej zgody na sejmie 1791 roku i umożliwił podjęcie wspólnych działań zakończonych uchwaleniem Konstytucji 3 Maja. W obu przypadkach wykazano się wyobraźnią i elastycznością. Istotnym walorem było długofalowe myślenie oraz działanie dla dobra kraju i społeczeństwa.

Grzegorz Kacprzak
Kogo Twoim zdaniem należy ocenić surowiej – Stalina czy Hitlera – i dlaczego.

Pamięć. Czym jest? Zjawiskiem psychologicznym, medycznym, socjologicznym, kulturowym, postmodernistyczną interpretacją? Czy też wydarzeniem historycznym? Historycy i naukowcy z dziedzin nauk społecznych zajmujący się traumą XX w., stwierdzają, że pamięć dziś staje się źródłem doświadczenia i mądrości . Co bardziej liberalni badacze dowodzą, że pamięć tworzy się z okruchów, z ulotności myśli, z traum i z wyparcia, czy też z niepamięci.

Często zadajemy sobie pytanie o pamięć. O czym musimy pamiętać. Co wypada zapamiętać! Czy też, które zbrodnie totalitaryzmu są bardziej pamiętane? Historycy zadając pytania, kategorycznie odpowiadają, o czym musimy pamiętać, na wypadek świąt czy przeróżnych rocznic. Są też tacy badacze, którzy pytając o pamięć domagają się „pamięci moralnej i religijnej”. A my postaramy się na ocenę dwóch dyktatur.

Definitywnie o pamięci możemy powiedzieć, że jest to „zdolność umysłu do przyswajania, utrwalania i przypominania doznanych wrażeń, przeżyć, sądów” . Mamy też we współczesnym dyskursie próbę polityzacji pamięci. Dlatego pojęcie polityki pamięci czy też polityki historycznej staje się obecne nie tylko, w przestrzeni publicystycznej, ale staje się wyzwaniem, jako problem badawczy . Lewica broni swoich zbrodni kosztem prawicy.

Bardzo często, w rozmowach zastanawiamy się, jaki rodzaj pamięci historycznej jest nam dzisiaj potrzebny. W debacie publicystycznej pojawiają się różne odpowiedzi na ten temat, od afirmacji do negacji zagadnienia. Hasło z 1995 r. „Wybierzmy przyszłość” albo rozumienie historii w, posthistorycznym ujęciu, jako czegoś, czego podkreślam, należy się wstydzić, co należy przepracować, daje obraz odrzucenia pamięci, inne spojrzenie, jako na pamięć to postrzeganie jej, jako obrazu dumy narodowej.

Zagadnienie pamięci, w ujęciu socjologiczno-kulturowym, metodologicznym, w nauce historycznej ideowym, w naukach społecznych, w kontekście etnicznym, socjologii rodziny, pracy, polityki itp., istnieje, w naszej rzeczywistości społecznej. Dlatego odnosimy się do niej, w naszym codziennym życiu. Dzisiaj przyszło nam obserwować swoistą rywalizację na symbole,( Che Guewara, CCCP itp. na koszulkach), w przestrzeni wspólnej wyobraźni, co doprowadziło do „instrumentalizacji pamięci” . Dzisiaj często używamy, w badaniach naukowych oraz zaawansowanej publicystyce historycznej sformułowania „komunizm; „władza komunistyczna”, „komuniści” wynika to z naszej pamięci, ale czy kiedykolwiek ktoś na świecie proklamował oficjalnie powstanie państwa komunistycznego? . Pamiętamy wydarzenia polityczne, symboliczne, które z czasem nabierają innego znaczenia np. dla wielu ludzi okresu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej słowo „bezpieczeństwo” kojarzy się zupełnie inaczej niż, w wielu potocznych sformułowaniach, w których występuje i występowało ono kiedyś . Czy historyk pisze historię taką, jaką była czy, w świetle dostępnych mu, istniejących i zachowanych źródeł oraz z zachowanych elementów pamięci, świadków wydarzeń bądź ich uczestników? . Pamięć może być rozpatrywana przedmiotowo, jako funkcja działania mózgu, ale też podmiotowo, jako zjawisko występujące jednostkowo psychologicznie i jako rodzaj pamięci zbiorowej, socjologicznie.

Chantal Delsol twierdzi: „To co wiarygodne, nie jest znaczące, lecz przydatne, użyteczne” . Dlatego poznawanie prawdy o bolszewizmie, faszyzmie i nazizmie pozwoli nam dokonać faktycznej analizy osobowej Stalina i Hitlera. Pamięć o zbrodniach reżymów totalitarnych niestety nie jest jednakowa. Więcej miejsc pamięci z odpowiednia infrastrukturą edukacyjną związana jest ze zbrodniami Hitlera, a co wiemy o miejscach kaźni NKWD, czy możemy do tych miejsc swobodnie podróżować i uczyć się o ich historii z dostępem do archiwów? Kolejny powód wskazujący na gorszą postać, jaką był Stalin, to kwestia rozliczenia systemu. Mieliśmy Trybunał w Norymberdze, a czy była „czerwona Norymberga”? Dlaczego koszulki z podobizną zbrodniarza Che Guewara są rozpowszechniane, w kulturze popularnej? Czy świat dowiedział się o zbrodniach komunizmu. Kiedy próbowano poruszać ten temat tylko na gruncie nauki („Czarna księga komunizmu”) to europejska lewica natychmiast protestowała. I do dziś trudno jest nam rozliczać te zbrodnie, a tym bardziej o nich uczyć. Zbrodnie niemieckie są nam znane, w szczegółach nawet, w aspekcie regionalnym . Czy to samo możemy powiedzieć o zbrodniach komunistycznych?

Historia uczy, że epoka Hitlera i Stalina jest jednym z najmroczniejszych okresów, w dziejach Europy, w tym czasie bliski był kres cywilizacji . Ale czy jest to twierdzenie powszechnie znane, rozumiane i funkcjonujące, w świadomości społecznej. Czy mieszkańcy Górnego Śląska wiedzą, że większości kombatantów Powstań Śląskich, zginęła nie z rąk Niemców, a sowieckich oprawców. Czy zatem Stalin nie jest większym zbrodniarzem tyle, że w pamięci historycznej i postpamięci, nie jest to tak zarejestrowane, nie działa, w świadomości ludzkiej wyobraźni.

Timothy Snyder twierdzi: „Demokracja zależy od świata historii” . Ale czy w naszym świecie rzeczywistej wiedzy historycznej, a z tą bywa trudno, bowiem, w szkole historia najnowsza zawsze stanowiła problem (w PRL cenzura, w III RP braki godzinowe, trudności programowe) czego konsekwencją jest bardzo niski stan wiedzy historycznej, a do tego dochodzi wojna ideologiczna związana z polityką historyczną, mamy tego świadomość. Co konsekwencji niesie zachwianą proporcję, znajomości skali zbrodni dokonanej przez Stalina.

Reasumując. Pamięci o Hitlerze i Stalinie nie są równomierne, w świadomości historycznej obywateli. Zbrodnie Niemców są bardziej udokumentowane i upamiętnione. Przewyższający je ogrom zbrodni Stalina dopiero zaczyna docierać do pewnej części społeczeństw współczesnego świata. W odpowiedzi na postawione we tytule pytanie. Stwierdzam, że surowiej należy ocenić Stalina. Będzie to sprawiedliwa ocena i zarazem sugestia do swoistej polityki pamięci, która odda część i chwałę milionom ofiar tego okrutnego stalinowskiego sytemu władzy.

Bibliografia Chantal Delsol, Czas wyrzeczenia, Warszawa 2020. Debóra Dworak, Robert Jan van Pelt, Auschwitz Historia miasta i obozu, Warszawa 2020. Alan Bullock, Hitler i Stalin Żywoty równoległe, Warszawa 1994. Piotr Cywiński, Wprowadzenie, [w:] Sprawozdanie 2017 , Oświęcim 2018. Paweł Smoleński, Posłuchajcie Włodka Goldkorna, „Gazeta Wyborcza” nr 719285, 2, Ale Historia Tygodnik Historyczny, nr 12(321) 26 marca 2018 Jacek Leociak, Młyny boże Zapiski o Kościele i Zagładzie, Wołowiec 2018. Joanna Lusek, M. Krůl, Czas Miejsca Ludzie, Bytom 2017. Rafał Matyja, Wyjście awaryjne O zmianie wyobraźni politycznej, Kraków 2018. Jerzy Eisler, Czterdzieści pięć lat, które wstrząsnęły Polską Historia polityczna 1944-1989, Warszawa 2018. Jerzy Eisler, Grudzień 1970, Geneza, Przebieg, Konsekwencje, Warszawa 2012. Susan Hopgood, Fred van Leeuwen, 25 lekcji o edukacji i demokracji, Warszawa 2019
Krystian Kazimierczuk
PRZESTĘPSTWA POLITYCZNE W UJĘCIU SEJMU WIELKIEGO
Pojęcie przestępstwa politycznego

Pojęcie przestępstwa politycznego wywodzi się ze znanych już w starożytności przestępstw przeciwko monarsze, państwu i jego ustrojowi oraz jego interesom zewnętrznym. Termin przestępstwo polityczne pojawia się jednak dopiero w ustawodawstwie XIX wieku.

Za przestępstwa polityczne należy uznać te czyny, które dopuszczają się zamachu na ustrój państwa, jego niepodległość, nienaruszalność terytorium, na organy władzy państwowej oraz na interesy zewnętrzne państwa. Takie rozumienie przestępstwa politycznego utrzymywało się przez wieki, a i dzisiejsze jego znaczenie niewiele by odbiega od przedstawionego znaczenia. Nas jednak interesuje postrzeganie przestępstwa politycznego w Polsce końca XVIII wieku, konkretnie w okresie obrad Sejmu Wielkiego.


Konieczność reformy prawa

Polska połowy XVIII wieku, po 66 letnich rządach dynastii Wettinów znalazła się na skraju przepaści. Pogłębiający się impas polityczny, samowola magnatów, szlachta broniąca swej sarmackiej złotej wolności, pogłębiające się uzależnienie od wzrastających w siłę państw sąsiednich, to smutna spuścizna rządów Sasów na tronie polskim. Wtedy to, do Polski zaczynają docierać prądy myśli oświeceniowej, w tym także myśli prawniczej, na której skupimy się w niniejszym tekście. Dopiero wówczas w prawodawstwie zaczyna się okres porzucania średniowiecznych rozwiązań i powolnego budowania nowoczesnego aparatu państwowego. Poprzez powołanie Komisji Edukacji Narodowej w 1773 roku i Rady Nieustającej w 1774 roku – wspólnych organów naczelnych – stosunki Polski i Litwy uległy dalszej integracji. W prawach kardynalnych z 1768 i 1775 roku podjęto pierwszą od czasów artykułów henrykowskich (1573 rok) próbę określenia ustroju państwa. Konieczność reformowania prawa i ustroju państwa widzieli uczestnicy Sejmu Wielkiego. Jednym z ich dzieł była przyjęta 17 maja 1791 roku konstytucja o Sądach Sejmowych (wówczas każdą sejmową ustawę nazywano konstytucją). Z przyjęciem tej ustawy łączono nadzieję na powstrzymanie degradacji państwa, przeciwstawienie się zaprzedajnej opozycji magnackiej i przywrócenia suwerenności państwa.


Funkcjonowanie sądów sejmowych przed Sejmem Wielkim

Od najdawniejszych lat odbywanie sądów było szczególnym prawem króla, związanym ściśle z jego osobą. Zapewniał on funkcjonowanie prawa i karał za jego naruszenie. Król, jako pomazaniec Boży, który swą władzę czerpał od Boga, mógł sądzić każdą sprawę, sądził na równi z sądami grodzkimi, ziemskimi i wiecowymi. Jego sądy nazywano in curia. W miarę rozwoju organizacji państwowej monarcha nie był w stanie sam podołać obowiązkom sędziego i zaczął przekazywać je swoim urzędnikom, którzy wydawali wyroki w jego imieniu. Król sądził na swoim dworze, bądź w czasie zjazdu walnego. Ze zjazdu tego, z biegiem czasu, wyłonił się Senat. Na zjazdy zaczęli przyjeżdżać także posłowie ziemscy, tworząc z czasem Sejm. Sądy te nazywano sądami zjazdu walnego, a później, gdy wytworzył się już Sejm – sądami sejmowymi. Do kompetencji sądu królewskiego należały te sprawy, których inne sądy rozstrzygać nie mogły, np.: spory między stanami o uprawnienia prawno-publiczne, sprawy dyscyplinarne przeciwko urzędnikom, sprawy karne, przestępstwa przeciwko państwu, czy też te przestępstwa, które były zagrożone karą utraty czci, utraty wolności, majątku lub życia oraz sprawy dotyczące samego króla, np. jego dóbr i dochodów. Jednak do sądów królewskich mógł się odwołać każdy, a od 1523 roku sąd królewski stał się także sądem apelacyjnym. Mnogość spraw wymagała częstego sejmowania. Sądy tak przedłużały sejmy, że niekiedy trwały one 4, 5, a nawet 6 miesięcy. Ostatecznie król Stefan Batory, w 1578 roku, zrzekł się uprawnień najwyższego sędziego na rzecz utworzonego jednocześnie Trybunału Koronnego. Sądy sejmowe obejmowały swą jurysdykcją teren całej Rzeczpospolitej, a więc zarówno Korony, jak i Litwy.  Przed sądem królewskim stawała wówczas szlachta, która podlegała prawu polskiemu, czyli temu, które wynikało ze statutów, konstytucji sejmowych i przywilejów stanowych. Mieszczaństwo podlegało prawu niemieckiemu, gdyż na takim prawie lokowano miasta, a włościanie podlegali prawu swojego pana. W skład sądu sejmowego wchodził król, senatorowie i przedstawiciele Sejmu. Dopiero od 1776 roku sąd sejmowy miał pracować w sposób ciągły, między sesjami Sejmu, w trzech sześciotygodniowych kadencjach, co miało znacznie przyspieszyć jego działanie.


Prawo karne przed epoką oświecenia.

Za pierwszą wielką, nowożytną kodyfikację prawa karnego uznaje się Constitutio Cryminalista Carolina, niemiecki kodeks karny, w skrócie nazywany CCC albo Carolina. Swoją nazwę zawdzięcza cesarzowi Karolowi V, który – po ratyfikowaniu kodeksu przez Sejm Rzeszy w Ratyzbonie – wprowadził go w życie ogłaszając go w 1532 roku. Kodyfikacja była próbą przełamania partykularyzmu prawa niemieckiego i ujednolicenia systemu prawa karnego na terenie Niemiec. W Carolinie po raz pierwszy zastosowano instytucję zaczerpniętą z prawa włoskiego – analogię. Według tej zasady, gdy pewne przestępstwo nie zostało uregulowane prawnie, sędzia mógł wydać wyrok skazujący na karę przewidzianą w sytuacji podobnej, a opisanej w kodeksie. Sejm Rzeszy, uznając obawy władców terytorialnych o możliwość ograniczenia samodzielności prawnej ich terenów, wprowadził tak zwaną klauzulę salwatoryjną, oznaczającą posiłkowe stosowanie Caroliny względem prawa miejscowego, a więc wtedy, gdy prawo miejscowe nie regulowało danej kwestii. Carolina wprowadzała szereg nowych instytucji prawnych, jak m.in.: obronę konieczną, stan wyższej konieczności, usiłowanie dokonania przestępstwa, podwyższenie kary przy recydywie; rozróżniała uśmiercenie rozmyślne i nierozmyślne, a w przypadku wątpliwości sędzia mógł zasięgnąć opinii fakultetów prawa. Przy orzekaniu kary brano pod uwagę pozycję społeczną sprawcy i jego stan zdrowia. Karę można było zaostrzyć, albo złagodzić. Sędzia nie był związany katalogiem kar wymienionym w kodeksie. Carolina wyróżniała 7 rodzajów kar śmierci, która była stopniowalna w zależności od wagi popełnionej zbrodni. Stosowano także kary okaleczające sprawcę. Surowość kar wynikała zarówno z potrzeby ukarania sprawcy, jak i z faktu, że przestępca swym złym czynem popełnił grzech, czym obraził Boga, a więc kara jaką miał ponieść nie mogła być zbyt łagodna, gdyż mogłoby to sprowadzić na sędziów gniew Boży. Od ciała skazańca ważniejsza była jego dusza, o której zbawienie sąd winien zadbać. Carolina osiągnęła sporą popularność. Pośrednio i bezpośrednio wywarła olbrzymi wpływ na prawo karne wielu państw, w tym i Polski. Przekładu i przystosowania do polskich realiów, ograniczając stosowanie tortur i kar śmierci, dokonał w 1559 roku mieszczanin krakowski Bartłomiej Groicki (żyjący w latach 1519 lub 1534-1695). Prawo to było stosowane w sądach miast funkcjonujących na prawie Magdeburskim.

Polskie prawo karne było konserwatywne i dominowały w nim konstrukcje powstałe jeszcze w XV i XVI wieku. Dopiero wiek XVIII przyniósł zmiany. Podstawową zasadą odpowiedzialności było wystąpienie skutku. Kierowano się zatem zasadą odpowiedzialności obiektywnej. Dopiero w ostatnich latach istnienia Rzeczpospolitej zaczęto kierować się w stronę zasady odpowiedzialności subiektywnej, a więc rozróżniania odpowiedzialności hersztów i dowódców od odpowiedzialności wspólników. W przypadku zbrodni obrazy majestatu, a więc najcięższego przestępstwa skierowanego przeciwko władcy, wystarczyło samo usiłowanie dokonania czynu zabronionego. Tak było z Michałem Piekarskim (około 1597-1620), który podjął nieudaną próbę zamachu na króla Zygmunta III Wazę i został za to straszliwie ukarany. Oprócz odpowiedzialności indywidualnej działała też odpowiedzialność zbiorowa, którą ponosili członkowie rodziny przestępcy. W przestępstwach zwróconych przeciwko państwu albo panującemu kara spadała na cały ród. Przejawiało się to w wypędzeniu z ziem tych członków rodu, którzy nie ponieśli kary śmierci. W III statucie Wielkiego Księstwa Litewskiego, w przypadku zbrodni obrazy majestatu, karano sprawcę i pełnoletnich synów sprawcy, jeżeli wiedzieli oni o czynie ojca. Podobnie kara konfiskaty dóbr miła charakter odpowiedzialności zbiorowej, gdyż dotykała całej rodziny.


Kary w polskim prawie karnym

Katalog kar znany polskiemu prawu karnemu, przewidywał kary majątkowe, wolnościowe i na honorze. Szlachcica nie wolno było karać śmiercią, co było chlubnym wyjątkiem na tle europejskich praktyk. Kary majątkowe to przede wszystkim konfiskata majątku, która miała sprawcę pozbawić pozycji społecznej. Stosowano także system grzywien.

Kara pozbawienia wolności miała dwa, mocno zróżnicowane oblicza. Pierwszą, bardzo surową karą, znaną od końca XV wieku, było osadzenie w wieży dolnej. Była to kara kryminalna i hańbiąca. Skazańca trzymano w lochu, na głębokości 12 stóp (około 9 m), w pomieszczeniu bez posadzki, okien, pieca, o chlebie i wodzie. Wymiar kary wahał się od tygodnia do roku i 6 tygodni. Wieża górna, czyli cywilna, była karą nie hańbiącą. Pomieszczenie, w którym przebywał skazany nie było pilnowane, miało okna bez krat, drzwi, meble, piec i sprzęty. Skazany mógł przyjmować odwiedziny, był utrzymywany przez rodzinę. Jedynym ograniczeniem był zakaz przekraczania progu pomieszczenia. Długość kary wahała się od godziny do roku i 6 tygodni. Kara ta, z biegiem czasu, przeistoczyła się w środek zapobiegawczy, czyli areszt śledczy.

Kara na honorze to infamia, która polegała na wyjęciu sprawcy spod prawa, co oznaczało dla niego śmierć cywilną. Od chwili ogłoszenia wyroku, karę uważano za wykonaną. Infamis tracił zdolność prawną i zdolność do czynności prawnych, był pozbawiony czci i honoru, zostawał wypędzony z miasta. Zabicie infamisa nie pociągało za sobą odpowiedzialności karnej. Infamia często łączona była z konfiskatą majątku. Na skutek wielu niekonsekwencji i licznych odstępstw kara ta w XVIII wieku straciła na znaczeniu. Obłożony 1 września 1790 roku przez sąd sejmowy infamią, marszałek sejmu zatwierdzającego I rozbiór Polski, Adam Poniński, zdrajca i jurgieltnik, wywieziony za rogatki Warszawy, przywdział rosyjski mundur oraz ordery i przez kilka dni przyjmował gości.

Karą śmierci, w zasadzie, nie można było karać szlachcica. Wyjątkiem było dopuszczenie się zbrodni obrazy majestatu, za które bezwzględnie karano śmiercią, nie biorąc pod uwagę ani stanu, ani dostojeństwa sprawcy. Stosowano tu zwykle rodzaj kary kwalifikowanej, powodującej śmierć w męczarniach. Przykładem może tu być wspomniany już Michał Piekarski, który za próbę królobójstwa został skazany na śmierć, a bliższe oznaczenie kary pozostawiono organowi egzekucyjnemu, czyli sądowi grodzkiemu, któremu skazańca przekazano. Poza kwalifikowaną karą śmierci, wobec Piekarskiego zastosowano infamię, konfiskatę majątku, niezdolność potomstwa do piastowania urzędów, a także zniszczenie domu w Bienkowicach, w którym mieszkał, zniszczenie pól binkowskich, za to że nosiły potwora. Sama kara też nie była banalna. Zapożyczono ją z prawa francuskiego. Najpierw delikwenta obwożono po warszawskim rynku, a w każdym narożniku szczypano jego ciało szczypcami, potem palono prawą rękę z narzędziem zbrodni - czekanem, odcięto prawą, a potem lewą rękę, a następnie rozrywano go końmi. Na koniec ciało spalono, a prochami naładowano armatę i wystrzelono w kierunku Wisły. Taka kara miała i zapewne, musiała odstraszać.


Prądy humanitaryzmu w oświeceniowym prawie.

Oświeceniowy system prawny został oparty na zasadzie humanitaryzmu i racjonalizmu. Humanitaryści, za punkt wyjścia swoich rozważań o prawie przyjmowali teorię umowy społecznej w ujęciu Monteskiusza. Teoria ta głosiła, że państwo powstało w wyniku umowy społecznej zawartej przez ludzi, w celu ochrony ich interesów, bezpieczeństwa i wolności, a każdy członek społeczności państwowej zrzekł się części swojej wolności właśnie w celu umożliwienia państwu strzeżenia porządku publicznego. Stąd państwo posiada prawo sądzenia i karania jednostek naruszających ową umowę społeczną. Zasada ta rugowała poprzednią zasadę, w myśl której sprawiedliwość ziemską (sprawowaną przez króla albo w jego imieniu) utożsamiano ze sprawiedliwością Boską. Eliminowano w ten sposób także obawę przed zaistnieniem gniewu Bożego, co umożliwiało złagodzenie kar. Przodujący wówczas duch racjonalizmu opierał się na poszanowaniu rozumu, kulcie prawa naturalnego, matematyki i nauk przyrodniczych. Kartezjusz był też twórcą zasady mówiącej o trójpodziale władzy, na: prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, przy czym monarchę zaliczał do władzy wykonawczej, pozbawiając go przysługującego mu od wieków atrybutu sądzenia. Oświecenie było epoką ogromnej wiary w szczególną moc idealnego prawa, idealnego kodeksu. To rozumne ustawodawstwo miało dać możliwie największe szczęście największej liczbie ludzi.

Głównym przedstawicielem oświeceniowej myśli prawniczej był Cesare Baccaria (1738-1794). W swym dziele O przestępstwach i karach (1764) zawarł szereg myśli, które odmieniły prawo karne. Uważał on, że kara winna być współmierna do dokonanego przestępstwa, a jedyną i prawdziwą miarą wagi przestępstwa jest szkoda wyrządzona narodowi. Karać można tylko tą karą, która jest zapisana w prawie. Wszyscy, bez względu na urodzenie i zasługi, winni podlegać tym samym karom. A sama kara miała być nie surowa, lecz nieuchronna i szybka. Kara taka miała zapobiegać kolejnym przestępstwom, zarówno w sposób szczególny, jak i ogólny. Baccaria postulował, by brać pod uwagę psychikę człowieka i eliminować przyczyny przestępstw. Kara winna też przywracać przestępcę społeczeństwu. Ciężar kary należało przenieść z ciała przestępcy na jego duszę. Postulował wprowadzenie zasady domniemania niewinności i odpowiedzialności indywidualnej. Sprzeciwiał się też torturom i karze śmierci. Karę śmierci należało zastępować długotrwałym osadzeniem w więzieniu. W Polsce, w rezolucji Rady Nieustającej z 1783 roku zalecano sądom zamianę kary śmierci na długotrwałe więzienie. Skazańca można było zesłać do twierdzy kamienieckiej, albo do warszawskiego więzienia, gdzie lokowano skazanych przez sądy marszałkowskie. W więzieniu marszałkowskim utworzonym w 1776 roku przez Stanisława Lubomirskiego, oddzielano więźniów będących w toku śledztwa od już skazanych, więźniów kryminalnych i politycznych, kobiety od mężczyzn, zapewniano posługę religijną i  lekarską, dawano utrzymanie, ubranie, pościel, okrycia i opał. Pozwalano na odwiedziny i pisanie listów.

W Polsce stosowanie tortur było znane już w XV wieku, jednak nigdy ustawowo ich nie wprowadzono. Prawo polskie ich nie znało. Jednymi z pierwszych w Europie prawnikami wypowiadającymi się przeciwko stosowaniu tortur byli, wspomniany już Bartłomiej Groicki oraz mieszczanin poznański Daniel Wisner (XVII wiek, dokładne lata życia nieznane). Tortury były stosowane przez działające na prawie niemieckim sądy grodzkie wobec mieszczan i przekazanych im skazańców innych stanów. Konstytucją z 1776 roku zakazano stosowania tortur.

W Europie, odbiciem postulowanych przez oświeconych prawników idei, był przyjęty w 1787 roku, w krajach monarchii habsburskiej, Powszechny kodeks karny o zbrodniach i karach, nazywany popularnie – od imienia cesarza Józefa – Józefiną. Józefina zastępowała niezwykle okrutny kodeks karny wprowadzony w 1768 roku  przez cesarzową Marię Teresę, tzw. Teresianę. Teresiana znała wiele okrutnych, kwalifikowanych kar śmierci, przyporządkowanych do poszczególnych przestępstw. W katalogu kwalifikowanych kar śmierci znajdowało się m.in.: spalenie, łamanie kołem, nabicie na pal, wieszanie na haku, ćwiartowanie i darcie pasów. Kodeks przewidywał stosowanie licznych tortur i zawierał instrukcje i ryciny dotyczące ich wykonywania.


Konstytucja o sądach sejmowych z 1791 roku

Opracowanie projektu ustawy o sądach sejmowych Ignacy Potocki zlecił kanonikowi kijowskiemu, Hieronimowi Stroynowskiemu. W ustawie wyraźnie oddzielono przepisy związane ze składem sądu, od jego kompetencji i procedury. 17 maja 1791 roku przystąpiono do głosowania ustawy. Posłowie patrioci obawiali się o dzieło konstytucji przyjętej 3 maja. Do nowej konstytucji należało przystosować pozostałe prawo. Zaczęto od prawa o Sejmie, a więc także o sądach sejmowych. Konstytucję uchwalono szybko i jednomyślnie. Potwierdzeniem roli, jaką w przyszłości miały odegrać sądy sejmowe znajdujemy w samej konstytucji 3 Maja, która w rozdziale VIII zapowiada powołanie sądów sejmowych. W zreformowanym sądzie sejmowym miało zasiadać 36 sędziów wybieranych losowo: 12 senatorów i 24 posłów - po 8 z każdej z prowincji: Wielkopolski, Małopolski i Litwy. Kadencja miała trwać 2 lata. Brak, zatem, w ich składzie króla. Jest to konsekwencją przyjęcia monteskiuszowskiego trójpodziału władzy. Składy sędziowskie były wspomagane fachową wiedzą przez zasiadających w nich referendarzach. Sądy sejmowe miały karać wszelkie występki kierowane przeciwko narodowi i rządowi. Występki przeciwko narodowi polegały na (…) gwałceniu publicznego bezpieczeństwa lub przynoszą pospolitą całemu narodowi szkodę, jak gwałt publiczny, zdrada publiczna i szkoda publiczna. Występki przeciwko rządowi Rzeczpospolitej to z kolei gwałt i zdrada przeciwko namiestnikowi czyli królowi, przeciwko sejmom i sejmikom. Ustawa chroniła życie króla, przewidywała karę za ograniczenie jego swobody poprzez porwanie, zatrzymanie lub uwięzienie. Ochronie podlegał także tron, gdyż karane miało być strącenie z tronu panującego króla. Ochrona ta była konsekwencją wprowadzonej w konstytucji 3 Maja dziedziczności tronu.

Obrady sejmowe były w Polsce niemal od samego początku objęte ustawową ochroną. Już w 1507  i 1510 roku Sejm, w swoich konstytucjach przewidywał kary za kłótnie, zamieszania, zakazywał przybywania na obrady z bronią, ustanawiał karalność zranienia i zabójstwa na Sejmie, zakazywał zaczepnego używania broni. Na Sejmy przybywały liczne rzesze arbitrów, senatorów, posłów, służby i nie raz dochodziło do burd. Każdy Sejm konwokacyjny zaczynano od przypomnienia obowiązujących praw. Surowo karano występki popełnione nie tylko w miejscu obrad, ale także w całym mieście i na przedmieściach. Jednak ochrona ta często była nieskuteczna, a samo prawo stosowane niekonsekwentnie i poprzez odzwyczajenie straciło swą moc. Potwierdza  tę sytuację opis sejmów przytoczony przez prof. Ryszarda Łaszewskiego: (…) Zapierać jednak nie można, że elekcja rzadko bywa bez zamieszania, ale trafiają się i zabójstwa, rąbanie bez kary, sami nawet senatorowie bywają w niebezpieczeństwie. (…) Przy obieraniu Zygmunta III pole krwią zbroczone, żołnierze do boju uszykowani, szopy senatorskie spalone były. Przy obieraniu Karola Michała pod wołami ognia dawano tak, że kule po polu latały, senatorowie i posłowie uchodząc z życiem bramami uciekać chcieli, gdy do nich ognia dać chciano, na miejsce swoje nie bez wstydu powrócić musieli. Dwóch ludzi na wołach zginęło, jeden ranion, a więcej za polem. Przy obieraniu Augusta II pałaszami na marszałkowskich żołnierzy i na pole uderzyć chciano, że Marszałek Koronny o tę krzywdę uskarżyć się musiał. Dobyto szabel i w samym kole poselskim, przy marszałku ledwie niebezpieczeństwu uszedł. Konstytucja z 17 maja 1791 roku karała atak na suwerenność obrad Sejmu, otoczenie miejsca obrad wojskiem, albo grupą zbrojnych ludzi, w celu wymuszenia na obradujących jakichkolwiek decyzji. Karano także niedopuszczenie posła albo senatora do miejsca obrad. Przepis gwarantował bezpieczeństwo osobie sejmujące (immunitet) w czasie obrad, a także sześć tygodni przed i po zakończeniu obrad. Przestępca naruszający immunitet dopuszczał się obrazy majestatu całej Rzeczpospolitej. Zakazywano także posiadania w miejscu i czasie obrad broni ognistej, a także zaczepnego dobycia broni przybocznej albo złośliwego uderzenia kogoś, nawet bez ranienia. Zabroniono też konfederowania Sejmu. Konfederacje sejmowe często, bowiem, doprowadzały do chaosu politycznego. Destabilizowały porządek w państwie i podważały autorytet prawa. Konfederacje stały ponad królem i skupiały w sobie cały majestat Rzeczpospolitej. Decyzje na skonfederowanych sejmach zapadały nie jednomyślnie, a większością głosów; posłowie nie byli wtedy związani instrukcjami. Skonfederowany Sejm nie dopuszczał stosowania liberum veto, przez co posłowie byli bardziej podatni na przekupstwo. Konfederacje zawiązywane były dla osiągnięcia konkretnego celu politycznego, często - szczególnie w XVIII wieku – skonfederowanie Sejmu było inspirowane przez ambasadorów sąsiednich państw. Ustawa o sądach sejmowych przewidywała także karanie posłów, którzy bez zezwolenia opuszczali obrady i zrywali w ten sposób niezbędną do prowadzenia obrad większość. Cała grupa przepisów chroniących Sejm charakteryzuje się nowoczesną redakcją. Przepisy są precyzyjnie zredagowane, mają rozbudowaną dyspozycję, która w sposób dokładny opisuje naganne zachowanie. Sejm jest chroniony kompleksowo, jest zatem w stanie stawić czoła postępującej anarchii i przywrócić równowagę w kraju.

Ostatnia grupa przepisów konstytucji z 17 maja 1791 roku obejmuje ochroną sejmiki ziemskie. Sejmiki ziemskie w Polsce zaczęły się formułować już w XIV wieku. Każda ziemia (dawna jednostka podziału terytorialnego) posiadała swój sejmik, w którym mógł brać udział każdy szlachcic zamieszkujący na jej terenie. Kompetencje sejmików zostały określone w konstytucji z 1454 roku. W XVII wieku sejmiki pełniły rolę samorządu lokalnego. Ich ranga wzrastała wraz z upadkiem władzy centralnej. Sejmiki ziemskie zostały uznane przez konstytucję 3 Maja najistotniejszą zasadą wolności obywatelskiej. Tak jak w przypadku Sejmu, największą wagę przywiązywano do kwestii bezpieczeństwa obrad sejmikowych. Do kompleksowego uregulowania tych kwestii doszło dopiero w dobie Sejmu Wielkiego. Jak pisze Stanisław Sosin (…) najgorszą pozostałością po czasach saskich jest burzliwość obrad sejmikowych, wynikającej najczęściej z zawiści lokalnej. W czasie obrad sejmikowych często dochodziło do burd, rozlewu krwi i różnych tumultów. Przepisy zapewniające bezpieczeństwo obrad sejmikowych były bardzo podobne do tych, które gwarantowały bezpieczeństwo obrad Sejmu. Dodatkowo zakazane było gwałtowne wotowanie (głosowanie) i kandydowanie. Często, bowiem, do pierwszych awantur dochodziło już na etapie wybierania marszałka. Zabronione było też sprowadzanie na sejmik uczestników z innych ziem. Przestępstwa te były jednak sądzone przez sądy ziemskie, a do kompetencji sądów sejmowych należały tylko te przestępstwa, które sejmik nieważne robią z całym jego dziełem i skutkiem (…).


Znaczenie ustawy o sądach sejmowych

Sądy sejmowe funkcjonowały krótko i nie mogą poszczycić się licznymi orzeczeniami. Jednak nowe przestępstwo określone w omawianej ustawie – złośliwe uderzenie kogoś – zostało stworzone jakby dla niejakiej Zajączkowskiej, żony Litwina, pijaka, która to podczas liczenia głosów na sesji 6 października 1791 roku, mszcząc się, że jej męża nie wpisano na listę kandydatów do asesorii, spoliczkowała w izbie sekretarza sejmowego, Siarczyńskiego. Sądziła, że stało się to z jego winy. Czyn był ewidentny, spoliczkowanie złośliwe, zła wola Zajączkowskiej nie podlegała dyskusji. Czynu dokonano w miejscu i czasie obrad. Sprawa trafiła do sądu sejmowego, który skazał krewką niewiastę na dożywotnie więzienie w szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Mimo, że za podobne przestępstwo ustawa o sądach sejmowych przewidywała karę śmierci i infamię, sąd wziął pod uwagę, że sprawca czynu jest kobietą i wymierzył łagodniejszą karę, nie przewidzianą w ustawie.

Ustawa o sądach sejmowych z 1791 roku miała wielkie znaczenie tak ze względu na walkę stronnictwa reform o praworządność i suwerenność Rzeczpospolitej, jak i w dziele rozwoju rodzimej doktryny prawnej. Konstytucja ta, w sposób nowoczesny, ujmuje i przedstawia precyzyjnie szereg czynów wymierzonych przeciwko rządowi i narodowi, a więc czynów szczególnie niebezpiecznych, bo zagrażających państwu. Stosuje przy tym nowoczesne techniki legislacyjne. Jej przemyślany tekst jest jasny i zrozumiały. Po latach zastoju i konserwatyzmu, polskie prawo karne przełamało w końcu średniowieczną tradycję. Powszechnie wskazuje się na sądy sejmowe jako nie lada oręż do walki ze spiskującymi magnatami, zgniecenia opozycji i zabezpieczenia dzieła konstytucji. Po jej uchwaleniu, 17 maja 1791 roku, osobisty sekretarz króla Stanisława Augusta, ksiądz Scipione Piattoli, pisał do monarchy: Dzisiejsza sesja jest zapewne jedną z najważniejszych i najbardziej właściwych, aby przyspieszyć wielkie dzieło konstytucji. Mimo pewnych niedostatków ustawy, jak nieuregulowanie wieku sprawcy od którego mógł on stawać przed sądem, brak dostatecznego rozważania aspektu psychicznego czynu i winy sprawcy, ustawę należy oceniać pozytywnie. Była ona konsekwencją i logicznym następstwem całej linii rozwoju instytucji sądów sejmowych, a także ustawodawstwa Sejmu Wielkiego. Ustawa jednak nie zdążyła sprawdzić się w życiu. Na drodze zreformowanego państwa stanęła konfederacja targowicka, Sejm grodzieński i ostateczny rozbiór Rzeczpospolitej.

dr Mariusz Tracz

„Oświadczam jednakże, że ten lud, który,

w przeciągu ostatnich dwóch lat po raz

trzeci chwyta za broń przeciwko Niemcom,

nigdy już nie zniesie panowania prusko-niemieckiego”

Wojciech Korfanty.


SCENARIUSZ LEKCJI

 

„Tosia”-historia jednego człowieczego losu.

Konspekt zajęć dla uczniów specjalizacji historycznej klas LO.

Czas realizacji 1 jednostka lekcyjna.

Z dziejów historii Polski.


Cel

  1. Poszerzenie wiedzy uczniów z zakresu historii powszechnej.
  2. Rozszerzenie wiedzy społeczności uczniowskiej o elementy kulturoznawstwa.
  3. Doskonalenie umiejętności analizy tekstu kulturowego.
  4. Doskonalenie umiejętności analizy procesu historycznego.
  5. Kształtowanie umiejętności pracy w małych zespołach.

Metody nauczania

  1. Nauczanie polimetodyczne.
  2. Elementy wykładu.
  3. Praca z dokumentem filmowym.
  4. Praca z tekstem kultury.
  5. Praca w małym zespole 2 osoby.
  6. Pobudzanie refleksyjności w wymiarze indywidualnym.
  7. Karta pracy.

Materiały

  1. Teksty źródłowe z portalu Centropa  „Aby pamięć nie umarła Spacer Centropy po Krakowie.
  2. Film „Aby pamięć ….
  3. Karta pracy.

Przebieg zajęć

  1. Wprowadzenie.
    • Czynności organizacyjne.
    • Przedstawienie celu zajęć.
  2. Rozwinięcie.
    • Wykład.
    • Praca z mapą.
    • Projekcja filmowa.
    • Podział klasy na zespoły 2 osobowe.
    • Rozdanie materiałów źródłowych.
    • Rozdanie karty pracy.
    • Uczniowie analizują teksty źródłowe i odpowiadają na pytania Karty pracy.
    • Prezentacje uczniowskie.
  3. Podsumowanie
    • Nauczyciel prosi uczniów o osobistą refleksję nt. wartości zawartych w źródłach.
    • Zadanie domowe : Napisz esej „Jakie były postawy ludzkie, w czasie okupacji wobec społeczności żydowskiej”.

KARTA PRACY UCZNIA

  1. jaki to rodzaj materiału źródłowego?
  2. Jaki jest obraz wartości w życiu człowieka  wynika ze źródła?
  3. Jakie walory posiada dokument filmowy?
  4. Jakie cechy charakteryzują język źródła?
  5. Jakie wnioski można przedstawić po lekturze tekstu kulturowego (film) celem dokonania refleksji nad problemem pojmowania ważności sprawy wolności i aksjologii w życiu człowieka?
Krystian Kazimierczuk
3-MAJA